poniedziałek, 8 maja 2017

31.

17.02.2015 r.


Julia


- Iga! Otwórz! - chciałam dostać się do pokoju, w którym zamknęła się moja przyjaciółka.
Od momentu, w którym odjechał Tomek nie ma z nią kontaktu. A najgorsze, że nie mam pojęcia co się stało. Że też zostawiłam ich samych...
W sumie, nie wiedziałam jak się to wszystko potoczy. Byłam pewna, że Tomasz przyjechał, bo po prostu stęsknił się za Igą i zostawiłam ich samych w domu babci (która jak na nieszczęście akurat w tym tygodniu musiała gdzieś wyjechać). Zapomniałam jednak telefonu.
Kiedy byłam już prawie z powrotem zobaczyłam odjeżdżający z piskiem opon samochód Tomasza i Igę stojącą w bezruchu przed bramą. 
Zanim zdążyłam spytać dziewczynę co się stało spojrzała na mnie tylko ze łzami w oczach i uciekła do domu. Biegnąc za nią zdążyłam tylko zauważyć jak zamyka się w jednym z pokoi.
- Iga, błagam. Wpuść mnie. 
Spróbowałam jeszcze raz nacisnąć klamkę, myśląc że może nie usłyszałam jak przekręca klucz. Jednak nic z tego.
Najgorsze wydawało mi się to, że nie słyszałam żadnego dźwięku dochodzącego zza drzwi. 
- Proszę, daj chociaż znak, że nie robisz nic głupiego, bo zaczynam się bać.
Tym razem zadziałało. W końcu klucz został przekręcony, a drzwi się uchyliły. Iga musiała szybko przetransportować się z powrotem na łóżko, gdy weszłam do środka siedziała z kolanami podciągniętymi pod brodę i załzawioną twarzą.
- Jezu, co się stało? Pokłóciliście się? - natychmiast usiadłam obok niej i spróbowałam przytulić. 
Nie uzyskałam jednak od razu odpowiedzi, ponieważ Iga nadal nie mogła powstrzymać się od płaczu.


Po tych wszystkich wydarzeniach nie chciałam zabierać Igi do Pawła, tak samo jak nie chciałam jej zostawiać samej. Telefonicznie udało mi się dowiedzieć co u przyjaciela a nawet z nim porozmawiać. 
Zdecydowałam, że zostanę na noc w domu babci Igi. Tak na wszelki wypadek. 
A Tomasza planowałam przy następnym spotkaniu zamordować własnymi rękami za to jak dzisiaj potraktował Igę. 
Zdecydowanie poparłam ją, gdy zaczęła obrzucać go epitetami zaraz po tym jak opowiedziała mi wszystko. 

Iga

Zdecydowanie nie spodziewałam się tego co zdarzyło się dziś. Cieszyłam się, że Tomek ma dzisiaj przyjechać. Nie chciałam jeszcze wracać do Poznania i zostawić Julki samej z wspieraniem Pawła, ale tęskniłam też trochę.
Jednak po tym wszystkim czuje się jak wrak. Nie spodziewałam się takiego traktowania przez najważniejszą dla mnie osobę. 
Julka dała mi coś na uspokojenie i nakazała sen. Jednak za każdym razem, gdy zamykałam oczy powracała scena z dzisiejszego przedpołudnia.

Julia zauważyła podjeżdżający po dom mojej babci samochód Tomka i oznajmiła, że nie będzie nam przeszkadzać i szybko się zmyła. 
Niezmiernie cieszyłam się, że zobaczę się z Tomaszem, bo powoli zaczęła doskwierać mi tęsknota.
- Cieszę się, że jesteś. - rzuciłam się na szyję piłkarza zaraz po tym jak wysiadł z samochodu. Coś mi jednak nie pasowało. 
- No, nie spodziewałem się takiego powitania. - skwitował oschle. 
Odsunęłam się od niego i lepiej przyjrzałam. Nie dość, że wydawało mi się, że poczułam od niego alkohol to jeszcze jego oczy były takie dziwne... puste.
- Coś się stało? -spytałam - Czy ty piłeś? Wiesz, ze mogło ci się coś stać? 
- Oj, aż tak się przejmujesz? - zaśmiał się - Myślałem, ze tylko o Pawełka tak dbasz. 
Mam nadzieję, że się przesłyszałam.
- Co? O co ci chodzi? 
- Wszystko się wydało. Nie musisz już dłużej udawać. 
- Czego udawać? Nie mam pojęcia o czym mówisz? - byłam zdziwiona zachowaniem chłopaka.
- A może o tym, że zdradzasz mnie cały czas z tym swoim przyjacielem! - podniósł głos - Wczoraj miałem niespodziewaną wizytę. Przyszła Marta. Początkowo myślałem, że wiesz będzie kombinowała coś, że chce do mnie wrócić i tłumaczyłem, że nie ma czego szukać po takim czasie, ale mnie zdziwiła. Stwierdziła tylko, że skoro tak bardzo nie chciałaś aby ona mnie oszukiwała, to dlaczego sama to robisz i wręczyła mi plik zdjęć.  - wyciągnął zdjęcia, które mi podał.
- Swoją drogą ładnie razem wyglądacie. 
Przyjrzałam się lepiej fotografią. Widoczny był na nich Paweł z pewną dziewczyną. 
- Przecież to nie ja. - zaczęłam od razu.
- No, no. Swojej twarzyczki nie poznajesz? 
Zdjęcia były zdecydowanie z różnych dni. Dziewczyna była fizycznie podobna do mnie, miała nawet całkiem podobne włosy, tylko krótsze. Dokładnie tak wyglądała Kinga, z tego co pamiętam po jednym spotkaniu.  Jedynie na jednym zdjęciu widoczna była twarz. Moja twarz. Jednak to było niemożliwe. Nigdy nie spotkałam się z Pawłem nie uprzedzając nikogo wcześniej, tym bardziej nigdy nie zachowywałam się przy nim jak dziewczyna ze zdjęć.
- Chyba nie wierzysz w to. Przecież to zdjęcie to photo-shop. To na pewno nie ja. Po pierwsze to nawet nigdy nie ubierałam się jak ta dziewczyna i zupełnie to do mnie nie pasuję...
- Wiesz, ze tylko winny się tłumaczy? - przerwał - Nie wierzę. - westchnął - Czy ja muszę mieć takie szczęście i zawsze trafiać na same puste dziwki, które chcą mnie wykorzystać. 
- Teraz przesadziłeś. - z jednej strony byłam zła, a z drugiej poczułam jak po mojej twarzy spływa pierwsza zła - Po pierwsze nigdy nie chciałam cię wykorzystać, tyle lat się znamy, że zdecydowanie powinieneś to wiedzieć. Po drugie, jak śmiesz nazywać mnie dziwką... 
- Oj skończ już. Nie mam ochoty cię dłużej słuchać. - cofnął się i zaczął wsiadać z powrotem do auta - Nie wierzę, że tak bardzo się pomyliłem w stosunku do ciebie. 
Bolało, cholernie bolało. 
Nie potrafiłam zrobić nic innego tylko zalewając się łzami potrzeć jak odjeżdża. 

Odwróciłam się na drugi bok nadal nie mogąc zasnąć. 
Chciałabym, żeby to wszystko okazało się koszmarem, z którego zaraz się obudzę. Jednak chyba czas się przyzwyczaić, że świat nie jest taki piękny jak myślałam.
Szkoda, że zostałam tylko skrzywdzona za niewinność. 
___________________________________________________________
Obecny stan Igi to mój stan, tylko z innego powodu. 

I jak? Ktoś się spodziewał? 
Rozdziału by dzisiaj nie było, gdyby nie to, że obudziłam się dzisiaj o 2 (!!!) z pomysłem jak go napisać. Dokończyłam więc pracę z filozofii i zabrałam się za rozdział, który napisałam wyjątkowo szybko.
Moja głowa mnie coraz bardziej zaskakuje XDD
Pamiętacie Martę? Kiedyś musiałam ją przywrócić :D 
Macie jakieś pomysły co wydarzy się dalej? :P

Pozdrawiam! ♥

czwartek, 27 kwietnia 2017

5!

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego jak czas szybko leci.... Pamiętam jak z Dżagodą znalazłyśmy przez przypadek fan-fiction  o The Wanted i same planowałyśmy zacząć coś pisać, a już mija 5 lat odkąd publikuję. 😱
Swoją drogą ...to kawał czasu, jakby nie patrzeć. Tyle zdążyło się wydarzyć, zmienić. Zaczynając pisać byłam w gimnazjum, a teraz studiuję. Zdążyłam poznać i zapomnieć o wielu ludziach.... Chyba tylko mieszkam nadal w tym samym miejscu 😜

Chciałabym krótko podsumować swój pobyt w tej sferze.
1. Coś o czym chciałabym zapomnieć, czyli "The Wanted i my" ... Moje pierwsze podejście do pisania, coś czego żadna z Was, ani też ja nie chciałabym przeczytać. Taki typowy raczek 😂 Na szczęście historia tak szybko jak się pojawiła tak szybko też zniknęła! Uff...



Podobny obraz


2. Tutaj już było ciut lepiej, czyli blog o nazwie "Wiesz, że a nie mówiłem ma brata? Ma na imię zamknij się, do cholery." (to wcale nie jest cytat z "Przed Świtem"! XDD) Myślę, że są tutaj osoby, które pamiętają co zrobiłam... Zaczęło się całkiem fajnie, dopóki nie zachciało mi się , w sumie sama nie wiem czego XD Po napisaniu 9 rozdziałów wszystkie posty zniknęły, a historia zaczęła się od nowa... Nie zmieniło się tylko to, ze nadal była o The Wanted 😻 (To chyba było moje pierwsze podejście do motywu piłkarskiego, bo pamiętam, że w pierwszej wersji bratem jednej z głównych bohaterek był Przemek Tytoń. Pozdrawiam z tego miejsca  Dżagodaa ;] )

Znalezione obrazy dla zapytania the wanted gif



3. Wreszcie blog, który nadal istnieje! "O wszystkim i o niczym..." , czyli imaginy, jednoparty, oneshoty... jak kto woli. Pisany po krótkich namowach wspólnie z Dżagodaa ;] . Zamówienia, zamówienia i jeszcze raz zamówienia, czyli ciągłe pisanie (Nie polecam moich pierwszych tworów na tym blogu xDD)
Znalezione obrazy dla zapytania writing on keyboard gif tumblr


4. Blog powstały poprzez moje wielkie zamiłowanie do Hiszpani... Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam nazwy XDD Historia 4 przyjaciółek mających własny zespól muzyczny, pogrywających w klubie należącym do rodziny jednej z nich... Miało nie być powiązań z niczym.... Miało... Kim była by Edyta, gdyby nie wplotła chociaż na chwilę kogoś... Więc wujem Esme został Victor Valdes! Blog niedokończony, usunięty pod wpływem impulsu ( na szczęście rozdziały zachowały się na kartkach i w moim tajnym folderze).

Znalezione obrazy dla zapytania spain gif




5. Kolejny twór o The Wanted. "Put your hearts in the air" . Tym razem zmieniłam głównego bohatera, tym razem nie pisałam o Sivie tylko zabrałam się za Jay'a! Przyznam się, że osobom, które czytały, że historia przyszła mi do głowy podczas czytania kryminału... Jednak oszczędziłam wszystkiego co chciałam zrobić. Mimo tego bohaterka nie miała tak łatwo. Napisałam pierwszą część. Rozpoczęłam drugą. Blog i tak zniknął. Nie pytajcie dlaczego.
Znalezione obrazy dla zapytania the wanted siva jay gif




6. Przechodzimy do rzeczy, które udało mi się oszczędzić. Blog na którym jesteśmy, czyli "Kochaj tę, która jest przy tobie...". Obiecałam sobie kiedyś, że nie będę pisała o zawodnikach Kolejorza.... Słowa nie dotrzymałam. I chyba nie żałuję! Mimo iż teraz przechodzę w związku z tym opowiadaniem mały kryzys, jakoś nie mam w planach go nagle usuwać... Co najwyżej wcześniej zakończyć 😁

Znalezione obrazy dla zapytania tomasz kędziora



7. Opowiadanie zbliżające się do końca... "Los mejores momentos de tu vida no los puedes planear, vendrán a tí!" (Właśnie się zastanawiam co ja biorę zanim zaczynam wymyślać te nazwy xDDD ) Opowiadanie, które pisało mi się najlepiej, najlżej... Do perfekcji brakuje baaaaaaaaardzo dużo, ale jak dla mnie wystarczy.
Właśnie zaczęła mnie przerażać zawartość mojego folderu:


8. Coś co zaczynam dziś. "Moja Wielka Pętla...".  Kolarstwo wręcz uwielbiam, coś co dla większości ludzi jest nudne ja mogę oglądać z zaangażowaniem... A Marcel Kittel to taki mój największy crush, nie mogłam się oprzeć i o nim czegoś nie stworzyć.



Brakuje wam do 10? A co jeśli jeszcze do czegoś się przyznam?
Mam na bloggerze jeszcze jedno konto (Mam nadzieję, że nie zostanę zabita przez pewną osobę, że się do tego przyznaję!)
Więc Isabell Clearwater to ja 😊 Blog powstał w momencie, w którym nie wyobrażałam sobie pisania opowiadań o sportowcach na tym profilu, jakoś mi to nie pasowało. Założyłyśmy więc z kuzynką drugie konta aby było nam lżej.
Więc...
9. Wspólne dziecko  Isabell Clearwater i Love BvB ♥ : "Tam, gdzie pszczoły grają w piłkę - Nasze życie w Dortmundzie ♥". O historii powstania tego bloga opowiadać nie będę, jeśli kogoś to interesuję to w jednej z zakładek jest opisana. Nie potrafię zliczyć ile razy zmieniały nam się koncepcje i różne plany (psuły nam je oczywiście osoby, o których piszemy). Na szczęście udało nam się przetrwać i za chwilę kończymy tę historię.

Znalezione obrazy dla zapytania borussia dortmund gif tumblr

10. Moje pierwsze podejście do Bartry:  "To miasto ma czarodziejską moc..." (Jestem leniwa i nie chce mi się pisać całej nazwy xDD ). Mimo iż głównym bohaterem był Marc Bartra to nie z nim najbardziej będzie mi się kojarzyła ta historia.... Tą osobą jest i będzie Tito Vilanova...

Znalezione obrazy dla zapytania marc bartra tito vilanova



Zastanawiam się jakim cudem pisanie mi się jeszcze nie znudziło... Na razie staram się o tym myśleć jak najrzadziej, ale pewnie kiedyś rzucę to wszystko...





Na koniec chciałabym podziękować wszystkim, którzy kiedykolwiek zajrzeli, skomentowali jakiś mój post, głownie tym, którzy pojawiają się dość często. Myślę, że gdyby nie Wy nie byłoby mnie tutaj już dawno! A nadal mam choć małą motywację by pojawić się, coś napisać... I nadal sprawia mi to przyjemność. ♥



Znalezione obrazy dla zapytania dziękuję gif tumblr


Szczególne podziękowania chciałabym skierować do trzech osób, które są ze mną najdłużej.
Dżagodaa ;] , Alicee_ i Daga :). Nie wiem jakim cudem ze mną wytrzymujecie, ale dziękuję za wszystko! Za to, że mogę napisać się poradzić, że mnie w jakiś tam swój sposób motywujecie! Jesteście wielkie! ♥

Znalezione obrazy dla zapytania love you gif tumblr

To chyba wszystko. Okaże się, że moje rozdziały są krótsze niż ta notka, ale to nic... Raz na 5 lat można 😉

czwartek, 23 lutego 2017

30.

15.02.2015

Już samego rana miałyśmy wybrać się z Julią do szpitala. Chciałam jak najszybciej zobaczyć się z Pawłem. Jednak stanowczo odradziła nam to mama przyjaciółki, twierdząc, że lepiej byłoby gdybyśmy poczekały. Wytrzymałyśmy do 11.
Przyjaciele są dla mnie bardzo ważni, a Paweł niewątpliwie do nich należy. Nie wiem jak przetrwałabym, gdyby udało mu się to co zamierzał.
Teraz wracamy już do domu Julki. Sama chciałam zostać w szpitalu trochę dłużej, jednak to chyba większego sensu nie miało. Nie wiem, czy Paweł się ucieszył z mojej wizyty, czy wręcz przeciwnie. Nie można było wyczytać z jego twarzy żadnych emocji. Zerknął na Julię i mnie może z trzy razy. Odpowiadał półsłówkami. Mimo to nie chciałyśmy go szybko zostawiać i spędziłyśmy w jego sali około czterech godzin próbując zagadywać, odciągać gdzieś myśli.
Nie wiem czy robiłyśmy dobrze, bo prawdopodobnie obie, a z pewnością ja w takiej sytuacji nigdy się nie znalazłam.
Nie mam pojęcia co teraz siedzi w głowie Pawła. Wyobrazić sobie tego nawet nie próbuję. Nie wiem, czy będę umiała mu jakoś pomóc, ale zgodnie z Julką stwierdziłyśmy, że musimy chociaż spróbować. Trzeba będzie pogodzić jakoś próbę pomocy przyjacielowi z dalszym normalnym funkcjonowaniem.


Wróciłyśmy do domu przyjaciółki mając zamiar uzgodnić plan działań na najbliższy czas.
Najpierw jednak wyjęłam telefon, który na czas wizyty w szpitalu postanowiłam wyciszyć.
6 połączeń nieodebranych.
4 razy Tomek, 2 mama.
Najpierw oddzwoniłam do rodzicielki, wiedząc, że rozmowa z nią będzie trwała krócej, bo pewnie już co nieco udało jej się dowiedzieć.
Po zakończeniu pierwszej rozmowy od razu zadzwoniłam do Tomka.
- No nareszcie. -usłyszałam, gdy tylko odebrał połączenie - Jeszcze trochę i zaczął bym się martwić. 
- A myślałam, że na ogół tak masz. Ale skoro nie to mi smutno. 
- Czułem, że zinterpretujesz to na swój sposób. -zaśmiał się - Ale to ty masz się tutaj tłumaczyć więc słucham, gdzie byłaś kiedy postanowiłaś nie obierać telefonu. 
- Byłam w szpitalu...
- Jak to w szpitalu? - odezwał się zanim zdążyłam dokończyć - Iga, czy coś się stało? Miałaś o siebie dbać. 
- Spokojnie, to nie tak. 
Wyjaśniłam krótko całą sytuację, przy okazji oznajmiając, że na razie nie wiem, kiedy wrócę do Poznania.
- Wszystko rozumiem. - zaczął, gdy skończyłam mówić - Ale Iga wiesz, że nie możesz tak całkowicie się poświęcać? Masz swoje życie o które też musisz dbać. Nie możesz tak rzucać wszystkiego od razu. Nie zrozum mnie źle, ale czasem takim zachowaniem możesz też trochę zaszkodzić,a nie pomóc. 
- Wiem, ale chcę jeszcze jakiś czas tutaj zostać. - stwierdziłam.
- Myślałem, że wrócisz szybko. 
- Nie wiem, Tomek. 
- To ja wpadnę jutro albo po jutrze, skoro jesteś aż tak bardzo zajęta. 
Czy tylko mnie się wydaje, że jest zły?
_________________________________________________________________
Wróciłam!
Co prawda króciutko, ale wreszcie jestem... Strasznie przepraszam, że tak długo mnie tutaj nie było. Nadal strasznie piszę mi się cokolwiek tutaj, ale chociaż tyle wyszło.
Muszę przemyśleć od nowa koncepcje na następne rozdziały... Jeszcze nie wiem, czy doprowadzę to jakoś zgrabnie do szybkiego końca, czy tak jak planowałam jeszcze trochę to opowiadanie potrwa.

Tymczasem do napisania!

niedziela, 6 listopada 2016

29.

14.02.2015 r.

No i z mojej rozmowy z rodzicami nie wyszło nic. Od razu po rozmowie z Julią pobiegłam do siebie spakować się choć trochę na podróż jaka mnie czekała.  Zadzwoniłam jeszcze do babci z pytaniem, czy mogę się zatrzymać u niej na parę dni, powiadomiłam tatę, że wyjeżdżam i udałam się na dworzec kolejowy z nadzieją, że nie będę musiała długo czekać na transport.


Na szczęście podróż przebiegła bezproblemowo i już po godzinie byłam na miejscu. Od razu po wyjściu z pociągu zadzwoniłam do Julki.
- Słucham Iguś...- odebrała.
- Właśnie dojechałam, idę teraz do babci. Kiedy możemy się spotkać?- spytałam.
- Za piętnaście minut powinnam wrócić do domu. Możesz wtedy wpaść. 
- Dobrze. Do zobaczenia.
- Pa.
Byłam zaniepokojona. Nie wiedziałam co się stało z Pawłem. Czy było to aż tak bardzo poważne, że Julka chciała abym przyjechała.
Dotarłam do domu babci, która chyba coś wiedziała, ale stwierdziła, że lepiej będzie jak dowiem się wszystkiego od dobrze poinformowanych ludzi a nie z plotek, które do niej dotarły.
No tak, przecież w tak małej miejscowości wieści szybko się roznoszą.



Stałam pod rodzinnym domem Julii czekając aż ktoś otworzy mi drzwi. W końcu usłyszałam jak ktoś podchodzi do nich i otwiera. W drzwiach pojawiła się mama Julii.
- Dzień dobry. - przywitałam się - Jest już Julka?
- Dzień dobry. Tak, wejdź. - zrobiła mi miejsce abym mogła znaleźć się w środku - Jest u siebie.
Zdjęłam buty i kurtkę, i już po chwili kierowałam się do pokoju przyjaciółki. Znajdując się przed drzwiami zapukałam lekko.
- Proszę. - usłyszałam.
- Cześć. - weszłam do środka.
- O, jak dobrze, że jesteś. - natychmiast do mnie podeszła i przytuliła.
- Przyjechałam tak szybko jak mogłam, nieźle mnie nastraszyłaś tym telefonem. - powiedziałam - Co się właściwie stało?
- Siadaj, już ci wszystko mówię. - zaczęła - Pamiętasz jak opowiadałam ci kiedyś o tej dziewczynie Pawła...


Nie do końca mogłam uwierzyć w to wszystko co usłyszałam od Julii.
Dał się omotać tej dziewczynie i ma co chciał. W sumie, zakochał się i trudno go za to winić. Wszystkiemu winna jest ta Kinga. Dziewczyna widząc, że jest nią mocno zauroczony postanowiła go wykorzystywać i oszukiwać. A Paweł... był na każde jej zawołanie, zaczął się zmieniać, towarzystwo w którym przebywała Kinga nie było najodpowiedniejszym, ale czego się nie robi dla miłości. No i byłby tak Paweł nadal oszukiwany, gdyby nie postanowił zrobić swojej ukochanej niespodzianki i odwiedzić ją nagle. To co zastał było jak grom. Kinga ze swoim niby kuzynem, w jej mieszkaniu, w mocno dwuznacznej sytuacji, jeszcze dodatkowo naśmiewający się z jego naiwności.
Cios. Zdecydowany cios poniżej pasa.
- Całkiem niespodziewanie zadzwonił do mnie. Powiedział, że chce się pożegnać. Nie wyjaśnił konkretnie, gdy pytałam, czy się gdzieś wyprowadza. Powiedział, że dalszy pobyt tutaj nie ma sensu i się rozłączył. Próbowałam się jeszcze kilka razy do niego dodzwonić, nawet poszłam do jego rodzinnego domu, tam nie było w ogóle nikogo. Tak przez dwa dni zero odzewu.I dopiero dzisiaj z samego rana, zadzwoniła jego mama, że Paweł jest w szpitalu i  chce się ze mną spotkać. On próbował się zabić, rozumiesz? - głos jej drżał - Znalazła go sąsiadka. Tylko dzięki niej przeżył. Wczoraj późnym wieczorem odzyskał przytomność.
- Nie wierzę... - udało mi się wydobyć.
To co powiedziała Julka było nie do pomyślenia. Może gdybyśmy obydwie z Julką nie pogodziły się tak szybko z tym, że Paweł się od nas odsuwa było by inaczej.
- Mogłyśmy go mocniej przekonywać, że to nie jest dziewczyna dla niego. Za szybko się z tego wycofałyśmy. - powiedziałam.
- A co byś zrobiła? Był tak w nią zapatrzony, że nikt nie mógł go przekonać.
- Muszę do niego jechać. - stwierdziłam.
- Nie dzisiaj, już jest późno. Nie wpuszczą nas. Jutro pojedziemy.


Przesiedziałyśmy z Julką w ciszy jeszcze dłuższą chwilę. Każda z nas błądziła, myślami. Chyba obydwie w tym samym miejscu. Kto by się nie martwił, gdyby jedno z jego przyjaciół znalazło się w takiej sytuacji?
- Chodź, zejdziemy coś zjeść. - odezwała się nagle.
Udałyśmy się do kuchni. Julka szybko uszykowała kilka kanapek, które zabrałyśmy ze sobą na górę.
- Porozmawiajmy o czymś, bo oszaleję za chwilę. - stwierdziłam.
- Dobrze. - przytaknęła.
- Co u Łukasza? - spytałam.
- To chyba nie najlepszy temat. - skrzywiła się.
- Coś się stało?
- Nie jesteśmy już razem. - powiedziała, przegryzając kolejną kanapkę.
- Jak to? - zdziwiłam się - Przecież jeszcze niedawno...
- Wiem. - przerwała mi - Stwierdziliśmy, że wszystko potoczyło się za szybko i chyba musimy dać sobie trochę czasu na przemyślenia. Może nam to wyjdzie na dobre.
- To na pewno pomysł tego kretyna, prawda?
- Nie... - westchnęła - Ja to zaproponowałam... - jeszcze bardziej się przygnębiła.
- Julka, ale dlaczego?
- Nie wie no. - zaczęła płakać - Nagle tak palnęłam. Łukasz początkowo myślał, że żartuje, nie chciał tego. A ja jak głupia stwierdziłam, że tak będzie lepiej.
- Żałujesz tego?
- Jak mam nie żałować, jak możliwe, że go straciłam? Od tego czasu w ogóle się nie odezwał. - całkowicie się rozpłakała, a mi nie pozostało nic innego jak tylko ją przytulić.


Julka już zasnęła. Zdecydowanie ostatni czas dla niej też nie jest zbyt łatwy.
Wstałam z łóżka przypominając sobie o tym, że nie poinformowałam Tomka o moim zniknięciu. Odszukałam w torbie telefon i napisałam wiadomość.
   Nie ma mnie w Poznaniu.
   Nie martw się niczym, 

   jutro zadzwonię i wszystko 
   Ci wyjaśnię. Kocham Cię ❤️
   P.S. Chyba musisz porozmawiać
   ze swoim przyjacielem. 

_______________________________________________________________
Witam Was!
Wreszcie udało mi się tutaj coś napisać. Przepraszam, że to wszystko tak długo trwa... Sama już siebie zawodzę teraz o co dopiero Was :(

Dramy, dramy... Osobiście nie za bardzo jestem zadowolona z tego jak to wszystko napisałam ale no cóż... Może w opisywaniu kolejnej dramy pójdzie mi lepiej :P

Dziękuję z góry za Waszą obecność i jeszcze raz przepraszam <3

Następny rozdział, na którymś z blogów pojawi się, gdy skończę się użerać z pracami z psychologii i filozofii...

wtorek, 28 czerwca 2016

28.

13.02.2015 r.


Jako, że jutrzejsze 'święto' zbiega się z meczem Lecha z Pogonią próbowano mnie zmusić (tak, dokładnie) do świętowania Walentynek dzisiaj.
- Nie żebym miała coś przeciwko, ale wiesz, że to strasznie sztuczne święto, prawda?
- Co ci w nim tak bardzo nie odpowiada? - spytał Tomasz stawiając na stoliku dwa kubki z gorącą herbatą.
- Po prostu nie widzę w tym niczego wyjątkowego... Jak kogoś się kocha, to się mu okazuje to cały rok a nie wymyśla jakieś specjalne dni. - wtuliłam się w niego, gdy tylko zajął miejsce obok mnie na kanapie.
- Jesteś strasznie uparta. - zaśmiał się - To może uznajmy, że to kolejny zwykły dzień, który spędzamy razem ?
- Może być. - uśmiechnęłam się - Czyli nie musimy iść do tej restauracji?
- Skąd wiedziałaś? - spytał zdziwiony.
- Jesteś zbyt przewidywalny Tomeczku. - pogłaskałam go po policzku - Ale to nie oznacza, że mam zamiar przesiedzieć cały dzień na tej kanapie.
- Czyli na spacer się zgodzisz?
- Chętnie, ale jak wypiję herbatkę. - powiedziałam co wywołało śmiech Tomasza.



Tak jak powiedziałam, po wypiciu herbaty udaliśmy się na spacer. Szczerze to o wiele bardziej lubię spacerować zimą, po pozornie spokojniejszym mieście niż gorącym latem.  Na cel wybraliśmy sobie tym razem Lasek Marceliński.
- Nie zamierzasz mi dzisiaj chyba uciec nie? - spytał nagle Tomasz przerywając, nie będę ukrywać dość przyjemną ciszę.
- Spokojnie, już się wszyscy przyzwyczaili, że w swoim domu robię za gościa więc nie będzie to żadna niespodzianka. - uśmiechnęłam się.
- Wiesz co... zatrzymał się nagle - Może skoro i tak jak mówisz jesteś w domu gościem to przeprowadzisz się do mnie? - spytał.
Nie spodziewałam się takiej propozycji. Może i jakiś czas temu przygotowałam się na taką ewentualność, po kilku żartobliwych docinkach ze strony taty, ale wydaje mi się, że takie pytanie może zaskoczyć.
- Nie musisz mi odpowiadać od razu. - uśmiechnął się pokrzepiająco patrząc mi w oczy.
Odetchnęłam głęboko.
- Zgadzam się. - wypaliłam.
- Dziękuję. Kocham Cię. - zbliżył się do mnie obejmując dłońmi moją twarz i składając na ustach czuły pocałunek.



Jakby tego wszystkiego było mało dałam się wyciągnąć na łyżwy. Bo przecież:
- Nie jesteśmy aż tak daleko od Ligawy. Żal nie wstąpić.
No i co ja mam zrobić?
- Pamiętasz chyba, że jutro masz mecz? Jak sobie coś zrobisz to nie moja wina. - powiedziałam.
- Damy radę. Tylko godzinkę. - nalegał.
No i co? Pewnie, że poszliśmy na lodowisko. I nie żałowałam, bo prze tę godzinę bawiliśmy się na prawdę świetnie. Wygłupom i śmiechom nie było końca.


- Chyba potrzebuję kolejnej gorącej herbaty. - zaśmiałam się, gdy wróciliśmy już z naszego 'spaceru'.
- Nawet, gdybyśmy nigdzie nie wyszli i tak byś jej potrzebowała. - odpowiedział mi również śmiejąc się Tomek.
- Na to już nic nie poradzę. Obejrzymy jakiś film? - zaproponowałam.
- Jasne, wybierz cokolwiek.
Dość szybko udało mi się coś wybrać. Jednak po jakimś czasie zaczęło mi się nudzić.
- Może zrezygnujemy z tego filmu? - spytałam uśmiechając się lekko.
- Masz jakiś ciekawszy pomysł?
- Myślę, że mogłabym na coś wpaść? -  usiadłam mu na kolanach, zaczęłam delikatnie całować - Ale chyba jednak da się go lepiej zrealizować dwa pomieszczenia dalej. - szepnęłam przerywając czynność.
- Cóż za delikatna sugestia. - zaśmiał się biorąc mnie na ręce i niosąc do sypialni.


14.02.2015 r.


Tomek pojechał z drużyną do Szczecina, a ja wracałam do domu oznajmić rodzicom, że mam zamiar ich opuścić.
Gdy tylko przekroczyłam próg domu zadzwonił mój telefon.
Julka.
- Tak, słucham? - odebrałam.
- Iga... Możesz przyjechać? Mamy problem z Pawłem. - powiedziała.
- Co się stało? - przestraszyłam się.  
- To nie jest rozmowa na telefon. Przyjedź jak będziesz mogła. 
____________________________________________________________
No i jestem :D
Jak Wam się podoba?
Trochę wymęczony ten rozdział, niestety :(
Dziękuję za pomoc przy pisaniu nieocenionej Pani L. ❤️

I tak sobie myślę, że czas kończyć sielankę... I końcówka tego rozdziału juz może mieć coś z tym wspólnego :D


Podrawiam :*

czwartek, 19 maja 2016

27.

13.01.2015 r.

Wreszcie mogę opuścić szpital. Na szczęście, choć nie do końca wiem, czy tak można to nazwać, wszystko skończyło się tylko na anemii. Więc dzisiaj pozostaje mi tylko czekać na wypis.
Siedziałam na łóżku ze spakowaną torbą i czekałam. Zanim pojawił się doktor zdążyłam jeszcze odebrać telefon.
- Słucham? 
- Cześć Iguś. - usłyszałam głos Tomasza.
- No hej.
- Wyszłaś już? - spytał.
- Nie, czekam jeszcze na wypis.
- Ale przyjedzie ktoś po ciebie? 
- Tak, tata powinien niedługo być. 
- To dobrze.
- Nie powinieneś się czasem zając trenowaniem, a nie wydzwaniasz ciągle. Co?
- Martwię się po prostu.
- No wiem, wiem. - odpowiedziałam, w momencie gdy lekarz pojawił się w sali - Muszę kończyć. Odezwę się jeszcze dzisiaj. Pozdrów chłopaków. 
- Jasne. Kocham cie. Pa.
- Ja ciebie tez. Pa.



Na szczęście tata pojawił się chwilę później i mogliśmy już jechać prosto do domu.  Nie  mogłam doczekać kiedy wreszcie będę mogła położyć się we własnym łóżku i porządnie wyspać.
O i zjem wreszcie coś porządnego a nie to szpitalne... coś.
- Prawie bym zapomniał. - odezwał się nagle tata - W domu masz gości.
- Kogo?
- Wiesz, że jestem słaby z zapamiętywaniu imion. - zaśmiał się - Ale to jest ta Julka i jakiś chłopak jeszcze.
Pomyślałam chwilę. Skoro tata mówi, że nie pamięta imienia to pewnie Julka przyjechała z Pawłem. Może uda mi się z nim porządnie porozmawiać.


Weszłam powoli za tatą do domu i już w korytarzu usłyszałam jak mama rozmawia z moimi znajomymi.
- Cześć wszystkim. - uśmiechnęłam się szeroko wchodząc do salonu.
- Nareszcie jesteś. - pierwsza przywitała mnie mama.
- Całkiem nieźle wyglądasz. - przytuliła mnie Julia.
- Fajnie cię widzieć. - powiedział cicho Paweł.
- Mamo pójdziemy do mojego pokoju. - powiedziałam i skierowałam się razem z moimi przyjaciółmi  do mojej sypialni.
Rzuciłam torbę z rzeczami ze szpitala do szafy i usiadłam na łóżku. W międzyczasie Julia i Paweł znaleźli sobie wygodne miejsca na dwóch wielkich pufach.
- Jak się czujesz? - spytała dziewczyna.
- Całkiem dobrze. Nie jest jakoś fatalnie, ale muszę zacząć o siebie dbać, wtedy szybko powinnam pozbyć się anemii. - uśmiechnęłam się - Jakbym była Neymarem zajęło by mi to miesiąc ale wiecie. - zażartowałam - A co u was słychać?
I tak spędziłam całe popołudnie na rozmowie z przyjaciółmi, którzy oznajmili mi, że już wcześniej umówili się z moimi rodzicami, że zostaną u nas jeszcze dwa dni, bo 'dawno się w tym gronie nie widzieliśmy'. No może i to prawda. Przynajmniej dotrzymają mi trochę towarzystwa, gdy Tomek jest na zrupowaniu.
Z Julką rozmowa kleiła się o wiele bardziej niż z Pawłem, ale jeszcze coś z niego wyciągne.


- Niech ktoś odbierze! - krzyknęłam z korytarza, gdy wracałam z łazienki i słyszałam, ze dzwoni mój telefon.
W końcu dotarłam do pokoju i zobaczyłam, że to Paweł był chyba najbliżej.
- Tak, właśnie wróciła. - podał mi urządzenie.
- Słucham?
- No cześć.
- O hej Tomek. Miałam do ciebie zadzwonić za chwilę. - powiedziałam.
- To fajnie... Masz gościa? - spytał dość dziwnym tonem.
- Gości. - poprawiłam go - Julka i Paweł postanowili mnie odwiedzić.  - reszte rozmowy postanowiłam kontynuować poza pokojem więc wyszłam za drzwi.
- Czyli Julka też jest? 
- No chyba mówię wyraźnie. Nie musisz być zazdrosny. - zaśmiałam się.
- Nie jestem. - powiedział pewnie, a ja usłyszałam śmiech Dawida, który najwyraźniej był obok.
- Wydaje mi się, że i ja i twój współlokator mamy inne zdanie. 
- Wy wiecie swoje i ja wiem swoje.
- Tak, tak.  Nadal macie tam taką kiepską pogodę?
- Trochę, ale pojutrze ma być niby o wiele lepiej. 
Porozmawiałam jeszcze kilka minut z Tomkiem i wróciłam do pokoju, gdzie siedział tylko Paweł.
- Julka jest w łazience. - oznajmił.
- Jasne. Możemy porozmawiać?
- Przecież rozmawiamy cały czas.
- Kto rozmawia ten romawia. A przecież nie widzieliśmy się trochę i da się zauważyć, że coś cię gryzie.
I tak udało mi się wyciągnąć z Pawła (przy małem pomocy Julki, która za chwilę wróciła) co się działo u niego w ostatnim czasie i o jego problemach z tą jego dziewczyną, rozwodzie jego rodziców.
Chyba było mu lżej, że wyrzucił z to z siebie.
________________________________________________________________
Witam bardzo serdecznie :)
We wtorek napisałam ostatni egzamin i jak najszybciej chciałam wrócić tutaj coś napisać :)
Trochę było ciężej niż myślałam, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :D


Wpadłam ostatnio na pomysł nowego opowiadania... Nawet mam kandydata na głównego bohatera, ale stwierdziłam, że zapytam Was jeszcze o zdanie o kim chciałybyście coś przeczytać? :P

Pozdrawiam ❤️

sobota, 26 marca 2016

26.

09.01.2015 r.


Rodzice przed momentem wyszli, a chwilę później pojawił się u mnie lekarz.
- Dzień dobry. - uśmiechnął się starszy mężczyzna.
- Dzień dobry. Ma pan moje wyniki? - spytałam.
- Tak, ale musimy jeszcze wykonać kilka dodatkowych. - oznajmił.
- Coś jest nie tak?
- Ma pani anemię. Niby nic, ale jest to już ciężka... jakby odmiana i może być to zła oznaka.
- Co ma pan konkretnie namyśli?
- Czasem anemia może pójść w parze z białaczką.
- Jak to białaczka? - zaniepokoiłam się.
- Proszę się nie martwic, wątpię aby w pani przypadku tak było, ale zawsze lepiej się upewnić. Proszę pamiętać, żeby jutro przed badaniami nic nie jeść. Do zobaczenia. - pożegnał się.
- Do widzenia.
Słowa lekarza na prawdę mnie zaniepokoiły. A jeśli nie skończy się tylko na anemii. Zaczęłam płakać.Nigdy bym nie pomyślała, że może mnie spotkać coś takiego.
Może powinnam zaufać słowom lekarza, ale czarne myśli zawsze w takich sytuacjach przeważały.
Ułożyłam się na boku, twarzą do ściany i próbowałam zasnąć, uspokoić się. Zamknęłam oczy. Usłyszałam jak drzwi do sali się otwierają, ktoś wchodzi do środka i siada przy moim łóżku.
Odwróciłam się twarzą do gościa.
Kłamstwo ma krótkie nogi?
- Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Podniosłaś się do pozycji siedzącej i spuściłam głowę.
- Iga, dlaczego? - słyszałam w jego głosie smutek ale i nutkę złości.
- Możesz mnie po prostu przytulić?
Natychmiast spełnił moją prośbę. Usiadł na skraju szpitalnego łóżka i mocno mnie objął.



- Opowiesz mi teraz o co dokładnie tutaj chodzi? - spytał Tomek, gdy już się trochę uspokoiłam.
Odetchnęłam głęboko i zaczęłam mówić. O moich omdleniach, o tym, że tata zawiózł mnie do szpitala, o rozmowie z lekarzem...
- Czyli to nic pewnego? - spytał - Wiesz, usłyszałem będąc pod drzwiami tylko białaczka i zacząłem myśleć o najgorszym. Ale to nie wygląda źle.
- Łatwo ci mówić. - burknęłam.
- Iga, nie możesz tak mówić. Lekarz powiedział ci rzecz, o której inni tylko marzą żeby to usłyszeć. Jestem przekonany, że wyniki jutrzejszych badań wykażą, że nie było się czym martwić. - mówił - Co nie znaczy, że nie będziesz musiała zabrać się za siebie. A ja cię przypilnuje. Anemii też nie wolno lekceważyć.
- Dziękuję ci. - powiedziałam - W sumie nie wiem, dlaczego nie powiedziałam Ci o wszystkim od razu. Myślałam, że raz dwa mnie wypuszczą stąd i udam, że nic się nie stało, ale jak widać nie udało się.
- O nie, nie. Nie wyobrażam sobie, że mogłabyś ukryć przede mną taki fakt. Kłamstwo to najgorsza rzecz jaka może być.
- Wiem, przepraszam. - westchnęłam.
- Teraz odpocznij trochę. Przyjadę jutro z samego rana.



Planowałam iść już spać. Jednak ktoś postanowił mi przeszkodzić.
- Tak, słucham? - odebrałam telefon.
- Iga! Boże, dziewczyno co się z tobą dzieje! Żyjesz? Wszystko w porządku? Jesteś w szpitalu tak? To coś poważnego? Dlaczego w ogóle nic nie dałaś znaku? 
- Julka. Stop. - musiałam przerwać słowotok przyjaciółki.
- Dobrze, przepraszam. - westchnęła - Ale opowiadaj.
- No już. 
Streściłam jej wszystko.
- Skąd w ogóle wiesz o wszystkim? - spytałam.
- Poczta pantoflowa. - zaśmiała się - Tomek zadzwonił do Łukasza, ten powiadomił mnie i dzwonię. 
- No w sumie mogłam się spodziewać. - zaśmiałam się  - Wróciłaś już do Polski?
- Tak, wczoraj. Familia się trochę stęskniła. 
- Ehh, no tak. Jak będzie jeszcze do ciebie Łukasz dzwonił to go pozdrów. 
- Po co, jak pewnie sam do ciebie za chwilę zadzwoni.
- W sumie...
- Iga.. - zaczęła - Miałaś ostatnio jakiś kontakt z Pawłem może?
- Nie, dlaczego? 
- Nie, w sumie nie ważne. Odpoczywaj, odezwę się jeszcze, albo cię odwiedzę niedługo. Paa. 
Dziwne.
Teraz nie pozostało mi nic innego, jak wyspać się przed jutrem.
________________________________________________________________
Czy teraz zasłużyłam na fanfary? XDDD
Ja wiem, ze może krótkie, ale nawet nie wiecie jak sama się cieszę, ze cokolwiek udało mi się napisać. [ Zaczynam doceniać małe rzeczy]

I tak w ogóle życzenia świąteczne.
Kolorowych jajeczek,
 rozczochranych owieczek,
rozkicanych króliczków,
pyszności w koszyczku,
a przede wszystkim
mokrego ubrania w dniu wielkiego lania!
(Przepraszam, ale sama nie umiem nic wymyślić XDD)
WESOŁYCH ŚWIĄT! ♥
Pozdrawiam :* 

 A i jeszcze.. do usłyszenia prawdopodobnie dopiero po maturach ;)

niedziela, 13 marca 2016

25.

09.01.2016 r.


No to sobie nagrzebałam. A może poprosić rodziców, żeby nic nie mówili Tomkowi?
Po raz kolejny w ostatnich dniach zemdlałam, więc tata zawiózł mnie do szpitala. Teraz tak sobie lezę i czekam na wyniki. Chociaż pewnie dowiem się czegoś dopiero jutro.
Telefon...
- Słucham? - odebrałam.
- Mogę wpaść po Ciebie? - Tomek.
- Wiesz co... - chciałam coś szybko wymyślić - Raczej nie dzisiaj. Obiecałam mamie, że spędzie z nią trochę czasu.
- Nawet wieczorem?
- Nawet wieczorem...


Ugh. Szpitalne łóżko do najwygodniejszych nie należy. Jak na złość jestem jeszcze na sali sama i nie ma do kogo się odezwać. Halo! Nie potrzebuje izolatki,
Chociaż pewnie jakbym miała jakieś towarzystwo to i tak by już spało przecież po drugiej już jest.
Ciekawe jak długo będą mnie tu trzymać.


Koniec końców udało mi się zasnąć, długo to nie trwało ale zawsze coś. Jak tak patrze na szpitalne jedzenie to mam nadzieję, że mama pomyśli i przywiezie mi coś dobrego.
- Dzień dobry, jak się pani czuje? - pojawił się lekarz.
- Całkiem dobrze.
- Żadnych zawrotów głowy, nudności? - zaczął pytać.
- Trochę mnie głowa boli, ale poza tym wszystko w porządku.
- Okej. Za chwilę pielęgniarka przyniesie ci tabletkę przeciwbólową, jeśli coś by się działo proszę powiadomić.
- Jasne. - doktor chciał wychodzić - Proszę pana, wiadomo kiedy mniej więcej będę mogła wyjść?
- Z tego co mi wiadomo dzisiaj albo jutro otrzymamy pani wyniki wtedy jakaś decyzja raczej będzie.


Próbowałam odespać noc, z nadzieją, że na żadne badania mnie nie zabiorą ale zawsze coś musi przeszkodzić.
- Może dzisiaj dasz się namówić na jakieś wyjście?- Tomasz.
- Tak bardzo za mną tęsknisz? - zaśmiałam się.
- Nawet bardziej. To co? Jesteś za? - spytał - Ale uprzedzam, ze popołudniu bo najpierw mam zadanie odwiedzić jakieś dzieciaki w szpitalu. 
Natychmiast próbowałam sobie przypomnieć czy piętro niżej nie znajduje się czasem oddział dziecięcy.
A może to będzie jednak inny szpital.
- Raczej nie...



Tomasz


- Raczej nie..
- Iga czy coś się stało? - trochę niepokoi mnie jej zachowanie.
Przez chwilę zapanowała głucha cisza.
- Halo, jesteś tam?
- Tak tak. - głos jej lekko zadrżał - Przepraszam nie mogę rozmawiać. - rozłączyła się szybko. 
Zdecydowanie jest coś nie tak. Tylko dlaczego ona się tak zachowuje? 



Dojechałem już pod szpital, gdzie czekali już Jasmin, Trała i Kownaś.  Nie lubię takich miejsc ale jak mus to mus.
Przywitałem się z chłopakami i już mieliśmy wchodzić do środka, gdy zobaczyłem wychodzących z budynku rodziców Igi. Mam nadzieję, że to nie oznacza tego co myślę. Udało mi się szybko do nich podejść.
- Dzień dobry. - przywitałem się.
- Cześć Tomek. - odpowiedziała mi mama Igi.
- Trochę niespodziewane spotkanie. - uśmiechnąłem się - Kogo państwo odwiedzili? - próbowałem wybadać sytuację.
Pani Janik widocznie się zmieszała, spojrzała z niepokojem na męża.
- Przyszliśmy do mojej kuzynki. - odpowiedział mężczyzna  - Przepraszam Cię ale spieszymy się.



Przez cały pobyt w tym szpitalu starałem się skupić na głównym celu naszej wizyty ale moje myśli uciekały gdzie indziej. Cały czas zastanawiałem się o co chodzi z tą całą sytuacją z Igą.  Zacząłem się jeszcze bardziej martwić od spotkania z jej rodzicami.
Coś mnie podkusiło żeby już w wolnym czasie zajrzeć na oddział piętro wyżej.
- Dzień dobry. Znajduje się tutaj może Iga Janik? - od razu spytałem w recepcji.
- Sala 4. - powiedziała oschle pielęgniarka nawet na mnie nie patrząc.
A jednak.
Podszedłem pod salę, drzwi były uchylone a w środku najwyraźniej był jakiś lekarz. Postanowiłem zaczekać, ale jednak posłuchać trochę rozmowę.
- Jak to białaczka? - usłyszałem drżący głos Igi.
W tym momencie miałem nadzieję, że to wszystko jedna wielka pomyłka.
__________________________________________
Proszę o fanfary :D
Co wy na to?
Za wszystkie błędy juz teraz przepraszam xd
Ten rozdział i następny a może dwa następne trochę zainspirowało życie. Oczywiście nie było aż tak tragicznie. Ale co będzie z Igą... Who knows :P
Czekam na wasze opinie ;)

niedziela, 21 lutego 2016

24.

31.12.2014 r.


Powoli zaczynałam się budzić. Jeszcze z zamkniętymi oczyma zaczęłam się przeciągać. Jedna ręka... Druga... Ups...
- Ała! Co ja Ci zrobiłem? - usłyszałam Tomasza, który oberwał ode mnie w twarz. 
- Przepraszam, nie chciałam. - powiedziałam po czym zaczęłam się śmiać. 
- No bardzo śmieszne. - oburzył się  - Proszę śmiej się dalej.
- Dobrze, już nie będę. - próbowałam uspokoić napad śmiechu.
- Skoro tak bardzo jest ci do śmiechu, to co zrobisz teraz? -  w mgnieniu oka Tomasz znalazł się nade mną i zaczął mnie łaskotać.
- Proszę... Nieee... - piszczałam przez śmiech - Jeśli chcesz... żyć... to przestań. - nadal wiłam się ze śmiechu. 
Po chwili usłyszeliśmy za drzwiami głos Łukasza. 
- Macie minute żeby się uspokoić i wchodzę! - krzyknął.
Boże, uratował mi życie! 
- Masz szczęście. - zaśmiał się Tomek, po czym szybko mnie pocałował i wrócił na swoje poprzednie miejsce.
Po chwili drzwi się otworzyły i pojawił się Łukasz.
- No diabły dwa, macie się ogarnąć, śniadanie za chwilę. - oznajmił.
- My diabły? - spytałam.
- Tak, ja przynajmniej jestem grzeczny, nie tak jak wy przed chwilą.
- To jego wina! - krzyknęłam w tym samym momencie, w którym Tomasz powiedział:
- To jej wina!



Początkowo pojawiły się w mojej głowie myśli, że może wyjdziemy gdzieś świętować do jakiegoś klubu albo coś, ale okazało się, że Łukasz nic takiego nie planuje i zostajemy w domu. Może i nawet lepiej.
- Jak się czujesz? - spytała Julka, która przyszła sprawdzić czy się przebudziłam.
- Lepiej, przepraszam za to wszystko. - podniosłam się do pozycji siedzącej - Ostatnio jakoś nie mam czasu, żeby o siebie jakoś bardziej zadbać i to właśnie wyszło. - no przyznaję, zemdlało mi się.
- Nieźle nas przestraszyłaś.
- To nic takiego.- uśmiechnęłam się - Każdemu się może zdarzyć. Która w ogóle godzina?
- Coś po 16. - stwierdziła Julia - Poleż jeszcze trochę, pójdę powiedzieć chłopakom, że się obudziłaś.
Opuściła pomieszczenie.
Co ja narobiłam. Jak wszystko jest fajnie to Iga musi zemdleć. Mam nadzieję, że nie zepsułam tego dnia tak całkowicie. No ale zdarza mi się.
Chwilę po wyjściu Julki w pokoju pojawił się Tomasz.
- Wszystko w porządku? - spytał wpakowując się obok mnie.
- Może być. - wtuliłam się w niego - Chyba muszę przeprosić Łukasza... - stwierdziłam.
- Niby za co? - zdziwił się - Daj spokój, on chciał po prostu spędzić czas z jakimiś bliskimi osobami i zaprosił nas tutaj, bo chciał żeby jego też ktoś odwiedził, bo w końcu chyba nikt tak często tutaj nie wpada.
- Sam ci to powiedział, czy bawisz się w psychologa, chociaż nie wiem czy nie powinnam powiedzieć psychiatrę.
- I wraca Iga. - zaśmiał się.



Godzina 22:47. Czuję się dobrze, mówiłam przecież, że to po prostu się zdarza więc nie rozumiem dlaczego nie pozwalali mi początkowo tknąć alkoholu... Całe szczęście Julka stanęła po mojej stronie i pod pretekstem soku przemycała... no coś innego.
Chłopaki też byli w całkiem niezłym stanie. Ale miałam wrażenie, że jeszcze są w dobrym stanie.


Godzina 23:56.
- Pomogę. - zgarnęłam z kuchni kieliszki do szampana i zaniosłam do salonu.
Julka szła tuż za mną z butelką tegoż napoju w ręce. Wszystko gotowe na powitanie Nowego Roku.
Tomasz kończył rozmawiać przez telefon z Pauliną.
- Daj mi ją na chwilę. - zabrałam mu telefon - Cześć. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Szkoda, że nie możemy razem świętować. 
- Dziękuję, Tobie również Iguś. Odbijemy sobie jeszcze kiedyś. - zaśmiała się.
- Minuta została! - krzyknął Łukasz.
- Trzymam Cię za słowo. Pa. - zakończyłam szybko rozmowę.
Tomek podał mi kieliszek z szampanem. Zaczęło się odliczanie.
10...
9...
8...
7...
6....
5...
4...
3...
- Wszystkiego najlepszego. - powiedział Tomek chwilę przed rozpoczęciem Nowego Roku i skutecznie uniemożliwił mi odpowiedź pocałunkiem.
- Szczęśliwego Nowego Roku. - odpowiedziałam już później.

01.01.2015 r.

Godzina 2:17. Mówiłam, że ten dobry stan chłopaków to było "jeszcze"? Niektórzy mówią, że byle do północy a potem to niech się dzieje wola nieba. I przed sobą miałyśmy z Julką dwa doskonałe przykłady na to leżące na kanapie.
- Co robimy? - spytała przyjaciółka.
- Ja bym ich tak zostawiła. - stwierdziłam - Nie słuchali to mają co chcieli.
- Tylko współczuję im rano.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz. - zaśmiałam się - A my mamy trochę spokoju.
- Jesteś okrutna. - również zaczęła się śmiać.


Leniwie podniosłam się do pozycji siedzącej. Godzina? 11:34. Całkiem nieźle. Ciekawiło mnie czy Tomek z Łukaszem jeszcze śpią.
Powoli trafiłam do salonu.
- No witam śpiących królewiczów. - powiedziałam radośnie - Jak się spało?
- Nie rozmawiamy z wami. - oznajmił Teo.
- Ja to się Tobą zaopiekowałem jak sobie urządziłaś libacje z moją siostrą a Ty co? - zaczął Tomek co wywołało tylko mój śmiech.
____________________________________________
Wymęczyłam :D
Trochę słabo wyszło ale na prawdę cieszę się, że jest w końcu coś tutaj.
Trzymajcie kciuki żeby kolejny był lepszy ;)
Za błędy przepraszam :D



wtorek, 5 stycznia 2016

23.

30.12.2014 r.


Zapomniałam, że wycieczka do Kijowa wiąże się, z lotem samolotem. Nie boje się, po prostu nie lubię. Jakoś tak wole podróżować inaczej.
Niby bilet mieliśmy zarezerwowany początktowo na Sylwestra, ale jakoś udało się zmienć datę. Zdecydowaliśmy się polecieć dzień wcześnie, bo? W sumie nie wiem, Tomek tak zaproponował a mi to nie przeszkadzało. I tak wybraliśmy taki lot, że na miejscu byliśmy późnym popołudniem, więc mozę lepiej.
- Na pewno będzie czekał na nas na lotnisku? - spytałam.
- Tak, nie zapomniałby przecież. - stwierdził Tomek.
- No ja nie wiem. Jak zapomniał to ja nawet na tym lotnisku spać mogę, bo nie mam zamiaru błądzić. - odparłam.
- Uwierz w niego. - usłyszałam śmiech.


W końcu wylądowaliśmy w Kijowie. Łukasz na swoje szczęście czekał na lotnisku. Przywitania tych debili opisać się nie da, chyba wystarczy słowo, którego przed chwilą użyłam.
- Oj Iguś coś marnie wyglądasz. - zaśmiał się spoglądając na mnie,
- Tak, Łukaszku też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się
- Iga w samolocie już panikowała, że o nas zapomnisz i planowała nocleg na lotnisku. - wtrącił Tomasz.
- No wiesz, planowałem ą zabrać do siebie też, ale jak chcesz Iga możesz tutaj zostać.
- Nie, nie. Jedźmy już. - powiedziałam.


Do mieszkania Teo zawiózł nas... a jakże, jego szofer. Faktycznie sami z Tomaszem byśmy chyba nieźle się gubili.
- Ja mam nadzieję, że już dzisiaj przedstawisz nam tę "J". - powiedziałam, gdy znaleźliśmy się pod jego mieszkaniem.
- Tak, tak. Wchodźcie do środka i wszystko się wyjaśni.
Wykonaliśmy polecenie gospodarza. Po przekroczeniu progu mieszkania i wejściu do salonu doznałam szoku.
- Julka?! - krzyknęłam.
- Niespodzianka. - uśmiechnęła się radośnie - Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła.
- Bo tak się trochę czuję. - stwierdziłam.


Uparłam się, i na to nie było rady, że Julka musi mi to wszystko wyjaśnić. Natychmiast.
Zaprowadziła mnie do jakiegoś pokoju, żebyśmy miały spokój.
- Jak? Skąd wy się w ogóle znacie? - pytałam będąc w głębokim szoku.
- Powoli. Wszystko Ci opowiem. Spokojnie.
- No dalej...
Jak się okazało, gdy Julka odwiedzała mnie w sierpniu, a właściwie gdy już wyjeżdżała Teo wpadł na nią pod moim domem. Niby tylko "przepraszam" i się rozeszli w swoich kierunkach. Jak ogromne było jej zdziwienie, gdy kilka dni później odezwał się do niej na jednym z portali społecznościowych. I tak to się jakoś potoczyło. Ten idiota nawet często przylatywał do Polski, żeby się z nią spotkać. Ale tak na serio parą zostali na początku grudnia.
I ja się pytam dlaczego o niczym nie wiedziałam? Ani jedno ani drugie nie puściło pary z ust, no co za szuje...
Faktycznie, pamiętam, że Łukasz spytał mnie raz o Julkę, ale skąd miałam wiedzieć, że coś takiego potem się stanie.
- Nie jesteś zła? - spytała po chwili ciszy.
- Na co mam być zła?
- No na to wszystko, że nic ci nie mówiłam. Wiesz ja sama nawet nie wierzyłam do końca w to co się dzieje, nie chciałam też zapeszać. A jak już się tak na prawdę zeszliśmy to zdecydowaliśmy, że Łukasz was zaprosi tutaj i dopiero wtedy wam powiemy.
- Nie jestem zła. - powiedziałam - Jestem po prostu zaskoczona trochę bardzo. Powiedz mi, jesteś szczęśliwa?
- Chyba tak... nie na pewno tak. - uśmiechnęła się.
- To najważniejsze. - również się uśmiechnęłam - Cieszę się bardzo. - przytuliłam przyjaciółkę.
- To co, wracamy do nich?
- No chodźmy.
Opuściłyśmy pomieszczenie w poszukiwaniu naszych panów. Jak się okazało w całkiem dobrych nastrojach okupowali salon grając w Fife. Nie dziwne.
- Już się nagadałyście? - kto miał się odezwać jak nie Łukasz - Coś krótkie te plotki. - zaczął się śmiać.
- Wiesz, byłyśmy ciekawe czy wy nas nie obgadujecie i wyszłyśmy. - odparłam - Ale widzę nudy.
- Jak chcecie możemy iść dalej pogadać.
- O ja chętnie poopowiadam Julii ciekawe rzeczy. - uśmiechnęłam się łobuzerko.
- Tomaszu, kończymy grę i pilnuj swojej pani, zeby mojej nie opowiadała głupot. - zarządził gospodarz.
__________________________________________________________________
No i witam gorąco choć pogoda za oknem taka, ze zamarznąć nie trudno. Ale no tak my zamarzamy a inny wypoczywają gdzieś w Emiratach Arabskich XDDDD

Nawet nie wiecie jak bardzo jestem niezadowolona z tego rozdziału. Szczególnie zawiodłam się na końcówce i chyba nie tak miało to wyglądać.
Nie powiem kto mnie popędzał więc dodaje <3

No i mamy rozwiązanie co do J.
Paulina gratuluję :P
Przy tej okazji pozdrawiam J... Jagodę ♥
P.S. Czy ty pod większością rozdziałów, będziesz pytała o zaręczyny? XDDDD

poniedziałek, 28 grudnia 2015

22.

28.12.2014 r.



Uwielbiam grudzień. Ledwo skończyły się święta a już są moje urodziny, co traktuje trochę jak kolejne święto. Żyć nie umierać.
Oczywiście jako pierwsza z życzeniami była moja chrzestna. Tylko mogła znaleźć sobie lepszą porę niż 8 rano, gdy ja jeszcze śpię. Chociaż ważne, że pamięta. Co było pewnym od razu, bo skończeniu rozmowy z nią poszłam dalej spać.
Około 11 zeszłam do salonu, gdzie czekali na mnie rodzice. Mówiłam im, żeby nie kupowali mu żadnego prezentu, a już z góry widziałam tatę z gitarą w rękach. Musieli postawić na swoim.... Z resztą nie gram od dwóch lat więc nie wiem co chcą wskórać.
Podziękowałam grzecznie za życzenia i przypomniałam, że jest ledwo po świętach i nie chciałam prezentu. Odpowiedź taty? " Nie przesadzaj ".

- Iga, masz jakieś plany na dziś wieczór? - spytała mama.
- Na razie nie.
- W takim razie już sobie go zarezerwuj. - uśmiechnęła się.
- Co kombinujecie?
- Zupełnie nic. - odpowiedziała - Ale do 19 jakoś się ogarnij i żebyś wyglądała ładnie.


Po tej rozmowie rodzice rozjechali się do pracy. Nie lubiłam, gdy obydwoje znikali. Oczywiście, zawsze starali się pracować w ten dzień krócej. Jednak przez ostatnie szczególnie dwa lata, swoje urodziny spędzałam z Tomkiem i wpadali inny chłopacy.
No więc właśnie... Z życzeniami zadzwonili już do mnie Dawid, Kamyk, Karol nawet Gostek. A od mojego chłopaka właściwie od przed wczoraj ani bee ani mee. Ba! Teo sobie nawet o mnie przypomniał.
- Iga, najlepsza ty moja najukochańsza koleżanko. Wszystkiego najlepszego, zdrówka, spełnienia wszystkich marzeń, dużo cierpliwości i żebyś wytrzymywała z tym jełopem moim przyjacielem. 
- Oj Łukaszku nie wiem co ci dają na tej Ukrainie, ale dziękuję bardzo. - powiedziałam śmiejąc się.
- Tylko nie Łukaszku, bo czuje się jak małe dziecko. 
- No nie wiem Łukaszku. - zaśmiałam się.
- Ej! Bo odwołam moje zaproszenie.- zagroził.
- No dobrze, dobrze. Tak właściwie to jeszcze nie miałam kiedy podziękować, więc dziękuję bardzo. 
- Nie ma za co. Będziecie? 
- No oczywiście, że tak. Ja na pewno. 
- A powiesz mi o jakiej J jest mowa w zaproszeniu? 
- Tajemnica, dowiesz się na miejscu. 

I tak z Teo rozmawiałam ponad pół godziny. Nawet nie odłożyam telefonu po rozmowie z nim i zadzwoniła Julka. A późnym popołudniem nawet Paweł, ale on tylko złożył mi życzenia i stwierdził, że nie ma czasu rozmawiać.
Nadal brak jakiegokolwiek odzewu od Tomka.


Bardziej niż byłam zła zaczynałam się martwić. To jest na prawdę bardzo dziwne, że Tomek się nie odzywa. No nawet jeśli zapomniało mu się o moich urodzinach no to coś sie moze stało? Sama zaczynałam już próbować się do niego dodzwonić ale to na nic.
Jednak nie chciałam robić przykrości rodzicom i tak jak prosili przygotowałam się na wieczór.
- Iga jesteś gotowa? - usłyszałam wołanie taty.
- Już idę. - wzięłam torebkę i zeszłam do przedpokoju - Nie wyglądam źle prawda? - wykonałam obrót wokół własnej osi.
- Jak zwykle pięknie córeczko. Ale uśmiechnij się jeszcze dobrze? - powiedział - Stało się coś?
- Tomek się nie odzywa i martwię się trochę o niego.
- Będzie dobrze, nie przejmuj się. Jedziemy?
- Tak, a gdzie jest mama, nie jedzie z nami? - spytałam.
- Mama wraca już do domu i  nie pojedzie z nami, bo się źle czuje. - zaczął coś kręcić.
- No niech będzie.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy... w sumie nie wiem gdzie.
- Tato, a gdzie my jedziemy?
- To ma być niespodzianka. I w sumie jakbym kazał ci zamknąć oczy to i tak byś podglądała prawda? Więc ustaliliśmy, że masz założyć to. - otworzył schowek, z którego wypadła opaska na oczy.
- Z kim ustaliliście i czy wam się nudzi? - spytałam.
- Oj Iga, mogłabyś przestać marudzić.


No więc spełniłam prośbę taty i założyłam tę przepaskę. Po kilku minutach zatrzymaliśmy się gdzieś. Jeśli mogę polagać na swoim słuchu to tata na pewno nie wysiadł, ale drzi z mojej strony zostały otwarte i ktoś chwycił mnie za rękę.
- Pa córciu, miłego wieczoru. - powiedział tata.
- Ja nie wysiadam dopóki mi ktoś ne wyjaśni o co tutaj chodzi. - powiedziałam twardo i chciałam zdjąc opaskę.
Natychmiast poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce wyciągając z samochodu.
-  Dobranoc panu i dziękuje za pomoc. - usłyszałam głos Tomka.
- Zabije cię! Uduszę normalnie! - powiedziałam.
- Tak myślałem, że się ucieszysz. - zaśmiał się.
- Jasne. Mogę już się tego pozbyć prawda? - jakoś udało mi się zdjąc materiał zakrywający moje oczy - Czy ta cała szopka była po to, żeby ściągnąć mnie do ciebie? - spytałam patrząc dokąd zmierzamy.
- Całkiem orginalnie nie?
- Mogę chociaż iść sama? Mam nogi jescze.
- Nie.
No więc jak Tomasz sobie postanowił tak zaniósł mnie do swojego mieszkania. Postawiona na nogi zostałam dopiero przed drzwiami z ktorych otworzeniem geniusz miał problem.
- Zapraszam. - przepuścił mnie przodem.
- Dziękuje bardzo. - zdobyłam się na uśmiech.
Udałam się prosto do salonu. Na środku stał pięknie nakryty stół. Czerwone dodatki w postaci świec, kwiatów, serwetek, pięknie komponowały się z klasycznym białym obrusem. Podczas gdy ja stałam jak zamurowana Tomek zapalił małe świeczki, które były porozkładane na stoliku.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - podszedł do mnie.
- Mój Boże, jak tu pięknie. Dziękuję. - przytuliłam się do niego.
- Ciesze się, że ci się podoba. Starałem się.
- Dziękuję. - pocałowałam go - Ja tu już myślałam, że coś się stało, bo się nie odzywasz, ani nie odbierasz telefonów a ty przygotowywałeś to?
- Tak. Chciałem się jakoś wykazać. - uśmiechnął się - Tylko z przygotowaniem jedzenia samemu nie do końca chciałem ryzykować więc miałem małą pomoc.
- Nic się nie stało.
- To co, może zjemy?
- Oczywiście.


Cały wieczór mijał we wspaniałej atmosferze. Na prawdę Tomek mnie zaskoczył.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie na kanapie w salonie i popijaliśmy moje ulubione wino.
- Kocham cię wiesz? - powiedziałam - Dzisiaj jak się nie odzywałeś od dwóch dni to na prawdę bałam się, że coś ci się stało.
- Ej, tylko się nie rozpłacz mała. - wziął nasze kieliszki i odłożył na bok - Nic mi nie jest, jestem cały i zdrowy. - odwrócił mnie przodem do siebie. - Ale to słodkie, że tak się martwisz. Z resztą ja chyba robił bym to samo, tak jak wtedy gdy wyjechałaś nagle do babci.
- Wtedy nie byliśmy jeszcze razem. - wtrąciłam.
- I co z tego. Byłaś dla mnie bardzo ważna i juz będziesz kochanie. - uśmiechnął się - Też cię kocham Iguś.
Zbliżyłam się do niego i pocałowałam. Z każdą chwilą pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne.
- Wiesz co... - przerwał Tomasz z chytrym uśmieszkiem - Chyba zmienimy lokalizację. - wziął mnie na ręce i zaczął kierować się w stronę swojej sypialni.
________________________________________
Rozdział o urodzinach Igi dodaję... W moje 18 urodziny :P wstaje po imprezie i dodaje ;)
Nie do końca potrafię ocenić jak mi wyszedł więc pozostawiam go wam :D
Pozdrawiam <3

A i Szczęśliwego Nowego Roku :*

poniedziałek, 7 grudnia 2015

21.

23.12.2014 r.


Po wysłanie wiadomosći do Tomka zostawiłam telefon w swoim pokoju i wróciłam do pomocy mamie. Razem wyrobiłyśmy się całkiem szybko. Jutro wystarczy tylko podokańczać to co zaczęte tylko wstępnie żeby było w miarę "na świeżo".
Wcześniej już umówiłam się na rozmowę z Julką, która od jakiegoś czasu wydaje mi się być trochę tajemnicza. Odpaliłam laptopa. Czekając na połączenie od przyjaciółki wzięłam do ręki swój telefon.
2 wiadomości od Tomka.
"Jak ktoś jest słodki to musi się miło patrzeć. Kiedy i jak włożyłaś prezent do auta?" no tak. Iga mistrzyni w trakcie pracy nad choinką wykradła kluczyki do samochodu i wykręcając się pójściem do toalety zaniosła prezent.
"Dojechałem. Paulina dziękuję i również pozdrawia"
Szybko odpisałam.
"Ja już mam swoje sposoby :D Podziękuj ;)"


Zdziwiłam się spoglądając na ekran laptopa i widząc połączenie od Pawła a nie od Julki... Dlaczego dziwne? Bo zaczął się odcinać ode mnie i zmienił się.
Na ekranie jednak, może na szczęście, pojawili się we dwójkę.
- No ileż można czekać? - zaśmiałam się - Ale co wy tak razem?
- Po prostu nie chciała góra do Mahometa, musiał Mahomet do góry. - westchnęła Julka - Mowie ci dogadać się z tym człowiekiem to jest sztuka.
- Ej! Ja tu jestem. - odezwał się Paweł - I przyszedł bym w końcu.
- Tak, chyba po Nowym Roku.
- Dobra, nie kłócić się. - powiedziałam - Opowiadajcie co tam słychać.
I tak wieczór minął na rozmowie z "dzieciakami". Na prawdę co jakiś czas uspokajając ich czułam się jak matka. Najbardziej niepokoił mnie Paweł, chciałam się dowiedzieć czy coś się stało. Rozjaśniła mi sprawę trochę Julia. W pewnym momencie zadzwonił telefon chłopaka więc wyszedł gdzieś na chwilę.
- Co się z nim dzieje? - spytałam od razu.
- Daj spokój. - machnęła ręką - Ta jego panna go tak zmienia.
- Panna? - zdziwiłam się.
- Myślałam, że wiesz. - była równie zdziwiona - Od ponad miesiąca spotyka się z... jak jej tam było... Kingą! Laska z pod ciemniej gwiazdy ale on chyba oślepł. Jest na każde jej zawołanie, A ja co nieco o niej wiem. Problemy z policją od paru lat, ucieczki z domu, narkotyki, alkohol, próba samobójcza.. i takie tam różne. Paweł też już przez nią na komisariacie tydzień temu wylądował.... - przerwała, bo wrócił chłopak.
- O czym plotkowałyście?  -spytał.
- Babskie sprawy. - uśmiechnęłam się delikatnie - To kiedy mamy okazję się spotkać? Co myślicie o Sylwestrze razem? - zaproponowałam.
- Też miałam taki plan, ale niestety coś mi wypadło.
- Co takiego?
- Yyy... Nie ważne, chyba jednak zostanę z rodziną, bo mama coś wspominała. - plątała się.
- A ja już mam plany przepraszam. - odezwał się Paweł.
- No okej, ale nie myście, ze wam odpuszczę.


24.12.2014 r.

No i mamy święta czyli to co chyba każdy lubi najbardziej. Od rana wielki ruch w domu żeby wszystko wyszło idealnie. Ale przecież i tak będzie wspaniale, jak zawsze z rodziną.
Trochę mnie to zdziwiło ale goście zaczęli zjawiac się w naszym domu już po 12. A moja mama bardzo tego nie lubi, bo wszyscy patrzą na ręce i więcej przeszkadzają niż pomagają.
Ale jakiś we Wigilię takiś cały rok więc wszyscy starali zachowywać się grzecznie.


Wreszcie nadszedł czas kolacji wigilijnej. Wiadomo , opłatek, dwanaście potraw i takie tam. Składanie życzeń tylu osobom, a w tym roku była nas pietnastka trochę trwa. No ciekawe jak ich przenocujemy, ciekawe.
Najbardziej spodobały mi się życzenia od babci. Babcie chyba mają w sobie coś takiego, że nawet jak nie mamy z nimi wspaniałego kontaktu potrafią i rozbawić i wzruszyć.


Prezenty to chyba coś na co szczególnie czekają najmłodsi. Cudownie patrzyło się na radość małego Krzysia, gdy otwierał swoje paczki.
Ja też nie mogłam się doczekać, aż otworzę jedno pudełko.
- Myślę, że już możesz je otworzyć. - szepnęła mama wskazując na prezent od Tomka.
Wzięłam do ręki pakunek. Powoli otworzyłam pudełko. W środku znajdowała się koperta i kolejne, mniejsze pudełko. Najpierw zabrałam się właśnie za nie. W środku znajdował się naszyjnik z zawieszką w kształcie litery T. Cudo, bardzo mi się spodobał, od razu poprosiłam mamę aby pomogła mi go założyć i zrobiła zdjęcie, które wysłałam z podziękowaniami Tomaszowi. Przyszedł też czas na otwarcie koperty...
O nie. Zwariowali. W kopercie znajdował się bilet do Kijowa zarezerwowany na 31 grudnia i karteczka z pozdrowieniami i zaproszeniem od Teo i J...
____________________________________
No cześć ;)
Powiem Wam jedno. Nienawidzę pisać rozdziałów na telefonie, wiec za błędy Przepraszam :(
Nie nudzi was jeszcze to opowiadanie?


P.S. Dla zainteresowanych zapraszam do zakładki "Ja" gdzie m.in. Kontakt do mnie jak i mój instagram oraz Snap :)

piątek, 20 listopada 2015

20.

23.12.2014 r.


Jak tu się nie nudzić dzień przed Wigilią? Nie da się.
Już prawie koniec roku, a tutaj tyle się wydarzyło. Na początku, ba nawet w połowie, nie powiedziałabym, że ja i Tomek będziemy szczęśliwą parą. Potem ta zdrada Marty, moje głupie zachowania. A przecież wydarzyło się jeszcze więcej. Odnowiłam kontakty z przyjaciółką, zyskałam dobrego kumpla. Żyć nie umierać?
Dobra Iga, kończ z pierdołami i bierz się za robotę. Trzeba pomóc mamie w kuchni, przynieść i ubrać choinkę. Tym bardziej, że w tym roku cała rodzina przyjeżdża do nas na święta.


- Mamo, mogę a chwilę cię zostawić z tym wszystkim? - spytałam od razu po odczytaniu sms'a od Tomka.
-Oczywiście, ale niech Tomek wejdzie do środka, a nie będziecie marznąć na zewnątrz.
- Skąd wiedziałaś?
- Jestem twoją matką. - zaśmiała się - To wystarczy.


Otworzyłam drzwi wejściowe. Tomasz czekał na schodach.
- No już myślałem, że nie wyjdziesz. - powiedział.
- Też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się.
- No tak, cześć kochanie. - pocałował mnie.
- Od razu lepiej. Chodź do środka na chwilę chociaż. - chwyciłam go za rękę i weszliśmy do domu.
- Dzień dobry!- krzyknął Kędziora wchodząc do środka.
- Cześć! - usłyszeliśmy odpowiedź mojej mamy.
- Macie już choinkę? - spytał - Bo w sumie to przyjechałem, żeby zostawić prezent.
- Nie, jeszcze nie.
- No i gdzie ja mam teraz to zostawić? - spytał pokazując średniej wielkości pudełeczko.
- Możesz mi dać. - wyszczerzyłam się.
- O nie, jutro jest Wigilia i masz do rączki dostać to dopiero jutro. Podam twojej mamie, niech gdzieś schowa. - wpadł na genialny pomysł.
- Dzieci, a może ubierzecie choinkę? - zaproponowała mama - Ja sobie tutaj dam radę,a Iga przynajmniej się do czegoś przysłuży.
- Ej! Przecież pomagam ci cały czas!
- Oczywiście córciu. - powiedziała, a Tomek zaczął się śmiać.
- Tylko, że ja powinienem być już w drodze. - stwierdził.
- Oj zdążysz jeszcze dojechać z trzy razy dzisiaj.



Jak powiedziała mama tak zrobiliśmy. Razem z Tomaszem udałam się do "rupieciarni" po choinkę i wszystkie ozdoby. Po wyznaczeniu odpowiedniego miejsca zaczęliśmy przystrajać drzewko.
- Muszą wisieć wszystkie bombki?  - spytał Kędziora przeglądając pudełka.
- Powieś to, co ci się podoba. - uśmiechnęłam się.


- Jestem z nas dumny. - stwierdził Tomek po zakończeniu "pracy".
- Ja też. Chociaż mogłabym mieś trochę mniej tych anielskich włosów... wszędzie.
- Eeee tam. Całkiem do twarzy ci. - zaśmiał się - Chyba trzeba uwiecznić to dzieło. - wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie - Będę miał dowód do wymówki, żeby w domu nie ubierać choinki.
- Tam ci się nie chce a ze mną się męczyłeś?
- Z tobą to ja mogę robić wszystko. - przytulił mnie i ucałował w czoło.
- Zapamiętam to. - uśmiechęłam się - Musisz już jechać?
- Musze.
- Kiedy wrócisz?
- Na twoje urodziny powiniem być.
- To dobrze.
- Puścisz mnie juz? - spytał uśmiechając się cały czas.
- Jeszcze chwile. - stałam cały czas przytulając go.
- Przecież wyjeżdżam tylko na te święta. Co zrobisz jak pojadę na zgrupowanie?
- Pojadę do babci, tam się mną zajmą.
- Hmm... Niech będzie. - powiedział chyba średnio zadowolony - Już?
- No dobra. - odsunęłam się od niego -Zadzwoń jak dojedziesz i pozdrów Pauline. - odprowadziłam Tomka do drzwi.
- Oczywiście. Do zobaczenia. - pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł.
Powoli wróciłam do kuchni z zamiarem pomocy mamie.
- Jacy wy jesteście słodcy. - zaczęła od razu - Aż miło na was patrzeć.
- pokazała mi zdjęcie mnie i Tomasza przytulających się, a w tle stała ubrana przez nas choinka - Oj córciu mam nadzieje, że zostanie już tak  jesteście dla siebie idealni.
Uśmiechnęłam się tylko. Wzięłam telefon mamy i przestałam sobie fotografię. Chwilę później napisałam wiadomość do Kędziory do której załączyłam zdjęcie.
"Podobno miło się na nas patrzy ;) Milej podróży :D " 
_________________________________
Tak trochę straciłam pomysły, stąd ten dość duży przeskok w czasie. Mam nadzieje, że Wam to nie przeszkadza :)
Dziękuję za wszystkie komentarze <3 i przepraszam za wszystkie błędy ale nie mam już siły dzisiaj tego sprawdzać xd

sobota, 7 listopada 2015

19.

28.08.2014 r.


Wreszcie cały dzień, który możemy z Tomkiem sami. Czasem się zdarza...
Z samego rana Kędziora podjechał pod mój dom. Porozmawiał chwilę z moją mamą czekając aż się wyrobię i od razu mnie porwał. Wyłączyliśmy telefony i ruszyliśmy przed siebie.
Po ponad pół godzinie jazdy samochodem dotarliśmy nad jezioro. Mi osobiście bardzo dobrze znane, bo z rodziną przyjeżdżałam kiedyś tutaj bardzo często.
- Rozkładamy się na plaży, trawie, czy gdzieś bliżej lasku? - spytałam wychodząc z samochodu.
- Skąd takie dobre rozpoznanie terenu?
- Spędziłam tu trochę czasu to wiem. - uśmiechnęłam się.
- Kurdę, a ja myślałem, że znalazłem jakieś ciekawe nowe miejsce. - westchnął.
- Oj tam, ważne, że się starałeś. - ucałowałam go w polik.
I w końcu to ja wybrałam miejsce, gdzie rozłożyliśmy swoje rzeczy. Na trawie, ale tuż przy "spadku" na piasek.... w sumie tam, gdzie zawsze z rodzicami.

- Idziesz do wody? Póki jest mało ludzi. - zaproponował Tomasz.
- Nie idę, nie lubię.. Mogę się przejść po pomoście co najwyżej.
- To chodźmy. - wyciągnął dłoń w moim kierunku, którą od razu pochwyciłam.
Pomógł mi wstać i skierowaliśmy się na pomost. Raczej nie miałam obaw przed zostawieniem wszystkich rzeczy, bo jeszcze nikt mi tutaj niczego nie ukradł.
- Może nie jest tu wyjątkowo ładnie, ale cieszę się, że tu przyjechaliśmy. - powiedziałam.
- Ja też i mam nadzieję, ze będziemy tutaj mieć trochę spokoju.
- Raczej tak... Chyba, że moja ciotka z wnuczkami postanowi przyjść. - zaśmiałam się - W sumie to mam pewien pomysł, ale jeszcze tutaj trochę zostaniemy dobrze?
- Jak chcesz. - uśmiechnął się.

- Tomek... - szturchnęłam chłopaka leżącego na kocu obok mnie.
- Słucham cię Iguś.
- Idziemy na rowerek wodny? - spytałam - Prooooszę... - uśmiechnęłam się słodko.
- Chce ci się?
- Tak... Nudzi mnie leżenie już. Popływamy godzinkę na rowerkach i pojedziemy gdzieś dobrze? - właśnie ułożyłam sobie w głowie plan.
- Jak małe dziecko. Dlaczego ja się godzę? - spytał podnosząc się.
- Bo mnie baaardzo kochasz... tato. - dodałam ostanie słowo w odpowiedzi na nazwanie mnie dzieckiem.
Podeszliśmy do dziewczyny, która zajmowała się wszystkimi "łudkami". Wsiedliśmy do jednego z rowerków wodnych i odpłynęliśmy od pomostu.
- I tak będziemy przez godzinę pływać w kółko? - spytał.
- Jak ci się już sportowcu odechciało deptać to stoimy. - uśmiechnęłam się - Nad czym się tak zastanawiasz?
- Czy jak przesunę się trochę bardziej w twoją stronę to mocno się przechyli to cacko...
- Nawet nie próbuj... - powiedziałam - Wiesz, że nie umiem pływać i boję się wody.
- No tylko spróbuję. - zaczął powoli przesuwać się na drugą połowę rowerka, który zaczął się przechylać.
- Tomek nie! - krzyknęłam.
W tym samym momencie zabrzmiał gwizdek ratownika siedzącego na pomoście... Spojrzałam w tamtym kierunku. Tak, bez wątpienia patrzył na nas.
- Chyba mu podziękuję za uratowanie życia. - westchnęłam.
- Nic by się przecież nie stało. A może ja chciałem tylko cię przytulić?
- No już dobrze.


Nad jeziorem posiedzieliśmy do godziny 16. W między czasie udało mi się zadzwonić do mojej ciotki z małym pytaniem.
- Teraz będę pokazywać ci gdzie jedziemy. - powiedziałam, gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu.
W sumie nie było to daleko. Na szczęście wuja był dzisiaj na działce i zostawił mi klucz.... w naszej skrytce.. ćśśś...
- Co ty na małego grilla? - spytałam idąc w stronę działki.
- Jeśli masz tutaj wszystko czego potrzeba.
- Nie wątp we mnie. - uśmiechnęłam się - Poczekaj chwilę. - powiedziałam i sama przeskoczyłam przez niewielki płocik. Podbiegłam do szklarni i szybko znalazłam kluczyk - Zapraszam. - otworzyłam uliczkę.
Podchodząc do domku Tomek zaczął się śmiać.
- O co ci chodzi?
- O to. - pokazał na ścianę domku.
No tak... Smerfy. Wuja, gdy tylko jego wnuczki zaczęły tutaj przyjeżdżać namalował na ścianie dla nich Papę Smerfa, Smerfetkę i Lalusia.
- Oj tam. To jest słodkie.
- No dobra. Muszę ci zrobić z nimi zdjęcie.
- Pod jednym warunkiem. Ja zrobię też tobie. - uśmiechnęłam się.
- Dobra... ale nikomu tego nie pokażemy. - stwierdził.
- Się zdziwisz jak pół drużyny to zobaczy.
- Mówiłaś coś?
- Nie. Wydawało ci się. - zaczęłam się oddalać od zbliżającego się powoli w moim kierunku Tomasza.
- No nie był bym tego taki pewien. - powiedział i zaczął mnie gonić po całej działce.
No jak dzieci. W pewnym momencie próbowałam wejść na jabłonkę, ale zanim w ogóle zaczęłam się wdrapywać Tomek mnie złapał.
- I co teraz zrobisz? - spytał.
- Teraz mam problem?
- No taki mały. Domagam się przeprosin. - powiedział niosąc mnie w kierunku stolika i krzesełek, które już zdążyliśmy rozłożyć przed domkiem.
- Przepraszam. - uśmiechnęłam się.
- Mało.
- Oj, no dobra. - cmoknęłam go w policzek.
- Jeszcze mało. - śmiał się.
- Uparty jesteś wiesz? - powiedziałam i pocałowałam go.
_________________________________________________________________
Nie wiem czy pisanie rozdziału rano to taki dobry pomysł. Ale to wy ocenicie :D


P.S. Od ostatniego rozdziału zaczęłam odpowiadać na komentarze... Żeby się bardziej zintegrować czy coś takiego xd

piątek, 23 października 2015

18.

24.08.2014 r.


Cieszę się, ze odnowiłam kontakty z Julką. Wreszcie mam jakąś przyjaciółkę i będzie ktoś oprócz mamy z kim będę mogła porozmawiać ja na babskie tematy.
A czeka nas jeszcze pół dnia razem...
- To, o której będziemy musiały się zbierać na pociąg? - spytałam podczas śniadania.
- Nie będziemy musiały. Akurat wuja wybiera się w odwiedziny do nas to mnie stąd zabierze.
- A to nawet lepiej. - uśmiechnęłam się.
Po śniadaniu, posprzątaniu, stwierdziłam, że musimy przejść się do sklepu. Na szczęście to całkiem blisko i dużo czasu nie zajęło. Nie chciało nam się nic za bardzo już później robić, więc zajęłyśmy się wylegiwaniem na tarasie.
- Miło masz tutaj, mimo że miasto, ale całkiem miło. - zaśmiała się Julka.
- No ale czasem trochę nudno.
- Zawsze tak jest, że tam gdzie mieszkamy wydaje nam się nudno.
- No tak, wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. - uśmiechnęłam się.
Słońce świeciło to leżało się idealnie. Chyba nie byłybyśmy sobą, gdyby nie znalazł się czas ba wygłupy... i bawet małą sesję.
Ale przyszedł w końcu czas, żeby szykować się do pożegnania z Julią.
- No to teraz ja przyjeżdżam na wieś? - zaśmiałam się.
- Na to wychodzi. Ja się ucieszę, twoja babcia się ucieszy, Paweł na pewno też. - powiedziała.
- Właśnie, co u Pawła?
- Chyba w porządku. Ostatnio się trochę tajemniczy zrobił, ale to może przez rozwód jego rodziców.
- Jego rodzice się rozwodzą?
- Ups, myślałam, że wiesz. Ale no jakoś sobie radzi. Niby jest dorosły, ale związany strasznie z rodziną.  - chciałam jeszcze o coś spytać, ale usłyszałyśmy klakson samochodu - O to pewnie wujek. To do zobaczenia.
- Pa. - przytuliłam ją na pożegnanie, po czym opuściła dom.

Sama chciałam zacząć sprzątać kuchnię, ale za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi... Ani chwili spokoju?
- A pan co tutaj robi? Myślałam, że w Kijowie jesteś. - wpuściłam Łukasza do środka.
- Przyleciałem tylko dzisiaj o parę rzeczy no to pomyślałem, że wpadnę. - uśmiechnął się - Bo potem to już niewiadomo kiedy.
- Jak mnie kiedyś zaprosisz to wpadnę. - zaśmiałam się.
- Oczywiście, możecie wpadać z Tomkiem kiedy macie czas.
- Nie boisz się przenosin? - spytałam.
- Nie mam czego chyba, a to jest całkiem dobra szansa dla mnie. Wszystko będzie dobrze.
- Kurcze i kto mnie będzie teraz ciągle wkurzał?
- Czy właśnie stwierdziłaś, że jestem wkurzający?
- Nie?
- Tak?
- Wydawało ci się. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie ładnie wiesz? Wiesz, że ja wiem, gdzie masz łaskotki?
- Wiesz, że jak się zbliżysz to naskarżę Tomkowi?
- Wiesz, że nic mi nie zrobi?
- Wiesz, że jesteś głupi?
- Wiesz, że prowadzimy bardzo inteligentną rozmowę?
- Wiesz, że wiem? - zaśmialiśmy się - Kiedy lecisz?
- Dzisiaj wieczorem i już nie wiem jak szybko wrócę. - westchnął - I chyba muszę się już zbierać... To do kiedyś.
- Do kiedyś. - przytuliłam go.
Łukasz zaczął powoli się kierować do drzwi.
- A przypomniałem sobie. Co to była za dziewczyna, na którą wpadłem przed twoim domem? Wychodziła od ciebie.
- Julka, moja przyjaciółka, a co? - spytałam.
- A nic tak tylko pytam. Paa.- opuścił dom.
No tym razem mam nadzieję,że spokojnie posprzątam.


Posprzątałam kuchnię i... w sumie to nie robiłam nic. Tata przyjedzie i będzie się czepiał ale ćśśś... Do jedzenia wysmaczyłam sobie coś szybkiego i zalegałam przed telewizorem.
Jakiś czas przed meczem wysłałam tylko Tomkowi sms'a "Powodzenia".
Postanowiłam napisać też do Pawła. Nie dowiedziałam się w sumie nic ciekawego oprócz informacji, że mam się nie martwić i radzi sobie bardzo dobrze. Jak chce być tajemniczy to niech będzie.
Tata wrócił w końcu do domu, tylko zjadł coś i usiadł obok mnie w oczekiwaniu na mecz.
_________________________________________________________
Nudy co nie?
Przepraszam, ale teraz chciałam napisać po prostu cokolwiek... Sama nie jestem przekonana, ale przynajmniej jest.

sobota, 10 października 2015

17.

22.08.2014 r.


Jedn herbatka, druga herbatka, trzecia.... Mówiłam coś, że kocham herbatę?
- Wiesz, chyba nie przywiozłem cię tutaj, żebyś pozbawiła mnie całego zapasu herbaty. - zaśmiał się Tomek widząc, że wracam z kolejnym kubkiem - I do tego lato jest.
- No i co z tego? Jak ci to nie pasuje to mogę już iść. Co ty na to?
- O nie ma mowy. - czym prędzej znalazł się przy mnie - Ja cię nie mam zamiaru wypuścić dzisiaj.
- Uważaj na herbatę. - powiedziałam zachowując powagę.
- Na prawdę przejmujesz się teraz herbatą? - spytał.
- No tak, bo jest gorąca a jak za chwilę przez przypadek wyleje, to któreś z nas się poparzy. - wyszczerzyłam się.
Tomek zaczął się śmiać.
- Kocham Cię, wiesz?
- Gdzieś już to słyszałam chyba. - odłożyłam kubek na znajdujący się nieopodal stolik - Też cię kocham. - oparłam ręce na jego ramionach i spojrzałam prosto w oczy.
- Cieszę się, że cie mam. - przyciągnął mnie bliżej siebie - Bardzo się cieszę.
- Bardzo?
- Bardzo. - pocałował mnie - Bardzo bardzo. - składał moich ustach kolejne pocałunki.


Przebudziłam się nagle po jakimś dziwnym śnie, którego i tak od razu zapomniałam. Zegar wskazywał godzinę 2:32. No to jest zdecydowanie za wcześnie, żeby się przebudzać.
Postanowiłam przejść się czegoś napić. Delikatnie wyswobodziłam się z objęć Tomka, aby go nie obudzić i podreptałam do kuchni. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w coś po drodze nie uderzyła. Tak bardzo uwielbiam chodzić po ciemku...
Wyciągnęłam z szafki szklankę i nalałam sobie wody. Z na pół napełnioną szklanką wróciłam do pokoju. Oczywiście znowu nie zmieściłam się w drzwiach... Ałć?
Odstawiłam szklankę na komodę i położyłam się z powrotem do łóżka.
- Dlaczego nie śpisz? - usłyszałam szept Tomka.
- Chyba mi się coś złego musiało przyśnić.
- Nie pamiętasz?
- Może i na szczęście, że nie. - zaśmiałam się cicho.
- Może i tak. Ale już śpij dalej. - przysunął się do mnie bliżej i szczelnie objął.


23.08.2014 r.

Obudziłam się rano i od razu zorientowałam się, że Tomka nie ma obok mnie. Wstałam i pierwsze kroki skierowałam do salonu. Na stoliku stał talerzyk z kanapkami, a obok leżała mała karteczka.
"Dzisiaj było mnie stać tylko na kanapki. Jestem na treningu. Do zobaczenia później. Kocham Cię" odczytałam. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
Powoli zjadłam kanapki i ogarnęłam pozostawiony w lekkim nieładzie salonik.
Postanowiłam wrócić do domu, tym bardziej, że zadzwoniła do mnie Julia przypominając, że dzisiaj przyjeżdża! Zupełnie zapomniałam.
Jak najszybciej znalazłam się w domu. Zamieniłam kilka zdań z tatą, ogarnęłam się przebrałam i pojechałam na dworzec. Julka czekała już przy wejściu.
- Przepraszam, że musiałaś czekać, ale chyba mam sklerozę. - powiedziałam witając się z nią.
- Przecież nic się nie stało. Każdemu się zdarza. - uśmiechnęła się - Ważne, że możemy się zobaczyć.
- Też prawda. W ogóle masz zostać do jutra a masz przy sobie tylko torebkę?
- Bo wszystko co potrzebuję tutaj zmieściłam. - zaśmiała się - Trzeba sobie jakoś dawać radę.
- Okej. To jedźmy najpierw do domu, zostawimy tam co niepotrzebne i potem wykombinujemy co dalej. - postanowiłam.


Kompletnie nie miałam pomysłów co możemy z Julią robić, więc skupiłyśmy się na spacerowaniu tam gdzie nas same nogi poniosą i gadaniu. Przeszłyśmy chyba pół miasta jak nie więcej. Wracając do domu musiałam odebrać telefon.
- Tak?
- No hej Iguś. Jest u ciebie ta Julia? - Tomek.
- No tak, właśnie wracamy ze spaceru.
- Kurde, bo myślałem, że się zobaczymy jeszcze przed wyjazdem do Chorzowa. 
- Jak chcesz to przyjedź, poznasz Julkę. - zaproponowałam.
- Nie, nie będę wam przeszkadzał. Możesz pozdrowić koleżankę. Bawcie się dobrze. - zakończył połączenie.
Schowałam telefon z powrotem do torebki.
- Masz pozdrowienia od Tomka. - powiedziałam,
- Dziękuję, następnym razem możesz go pozdrowić ode mnie. - uśmiechnęła się - Jak ja ci zazdroszczę, że jesteś szczęśliwa.
- Ale przecież ty też jesteś z  Adrianem. - co prawda nie poznałam go wtedy na ognisku u Julii bo był na wakacjach z rodziną ale wiedziałam, że są razem.
- No raczej byłam. Ale możemy o tym nie rozmawiać?
- Dobrze. Jak chcesz. Pamiętaj tylko, że jesteś wspaniała, a Adrian to idiota i jeszcze znajdziesz kogoś wartego siebie. - przytuliłam ją zanim się rozpłakała.
_____________________________________________________________
Tak bardzo spać, ale stwierdziłam, że muszę napisać ten rozdział.
Może wam się spodoba.
Julka zostanie w tym opowiadaniu chyba na dłużej... tak myślę :D

Pozdrawiam <3

czwartek, 1 października 2015

16.

22.08.2014 r.


I wszystko układa się tak jak chyba powinno. Od tamtego wyjątkowego dnia ja i Tomek jesteśmy razem. Ciekawe, że reakcja wszystkich, którzy się o tym dowiadywali była zawsze taka sama... "Nareszcie". No może to prawda.


-Iga! Ja już jadę! - usłyszałam mamę.
Szybko zbiegłam na korytarzyk.
- Kiedy wracasz? - spytałam.
- Prawdopodobnie za tydzień, ale może udać się wcześniej. A tata wraca dzisiaj.- uprzedziła mnie.
- Dobra, to przygotuję jednak coś na kolację. - uśmiechnęłam się.
- To do zobaczenia. - wzięła walizkę i opuściła dom.
Już dawno nie było tak, że rodzice mijali się wyjeżdżając w delegację. A może ogólnie dawno nie wyjeżdżali?
Nie ważne...
Nie zdążyłam nawet usiąść wygodnie na kanapie, a już usłyszałam, że otwierają się drzwi.
- Czego nie wzięłaś?! - krzyknęłam śmiejąc się. Byłam pewna, że to mama.
Wzięłam pilota i zaczęłam 'skakać' po kanałach w tv.
- Ja mam chyba wszystko ze sobą. - usłyszałam za sobą Tomasza.
- Chcesz żebym zawału dostała? - nie spodziewałam się, no to się wystraszyłam.
- Oj przepraszam. - wskoczył obok mnie na kanapę - Ale żyjesz. - zaśmiał się.
- Pff.
- No przepraszam. - przytulił mnie i cmoknął w skroń- Nie chciałem. Już dobrze?
- Nie waż się ruszyć to będzie dobrze. - zaśmiałam się wtulając się bardziej w Tomka.
- Okej, mi też to pasuje.


I tak zleciało w sumie całe popołudnie. Na oglądaniu telewizji, śmianiu się, wygłupianiu. Uwielbiam to.
Wszystko przerwał telefon Tomasza, który zaczął nagle dzwonić. Zauważyłam, że to Teo. Właśnie...
miała przecież o niego pytać.
Podczas rozmowy Tomek wstał i zaczął chodzić w kółko po salonie. Nie do końca wiem czy był zadowolony z rozmowy. Ale na koniec zgodził się z jakąś decyzją.
No to ja już wszystko wiem.
- Łukasz odchodzi? - spytałam wprost - Wiem, że poleciał dzisiaj do Kijowa. I obydwoje zachowujecie się ostatni dziwnie, nie mówicie o wszystkim.
- No poleciał dzisiaj negocjować. Sam nie jest pewien jeszcze. Jak go przekonają to przechodzi do Dynama.
- No i trzeba było z tego taką tajemnicę robić? Muszę się wszystkiego sama dowiadywać.
- Ale co mieliśmy mówić, jak to nic pewnego było.
- Dobra, dobra. Skończmy ten temat. - stwierdziłam.
Spojrzałam na zegarek. Chyba niedługo tata wróci, a ja zapomniałam zrobić kolację. Czyli trzeba się zabrać do pracy.
Wstałam z kanapy i poszłam prosto do kuchni.
- Co robisz? - zawołał Kędziora.
- Kolację muszę tacie przygotować.
- Pomóc ci?
- Nie. Siedź sobie. - odpowiedziałam.
Analizując zawartość lodówki szybko wymyśliłam co łatwego przygotować.
Mam nadzieję, że dzisiaj sałatka tacie wystarczy. Na patelkę wrzuciłam pokojoną pierś z kurczaka i zajęłam się przygotowaniem warzyw.
- Wiesz, że trochę przeszkadzasz? - spytałam, gdy poczułam jak Tomek przytula mnie.
- Nie kazałaś sobie pomoć to trochę poprzeszkadzam. - zaśmiał się.
- To może pilnuj, żeby kurczak mi się nie spalił co?
- Jak muszę...
Pokroiłam pomodorki, cebulkę, ser feta i porwalam sałatę. W tym czasie kurczak był już gotowy i można było kończyć sałatkę powoli...


Wieczorem zdążyłam powitać się tylko z tatą, bo Tomek stwierdził, że jedziemy do niego. Zero dyskusji.
- No to co proszę pana robimy? - spytałam, gdy dotarliśmy na miejsce.
- Nie wiem.
- To po co mnie tu przywiozłeś?
- Hmm.... bo mi smutno samemu?
- No powiedzmy, że ci wierzę. - cmoknęłam go w polik po czym poszłam do kuchni zrobić sobię herbatę.
_____________________________________________________________
Chyba mam mały dołek xd ale coś się udało napisać :D

poniedziałek, 21 września 2015

15.

28.07.2014 r

Tomasz


- To co zamierzasz zrobić z tym fantem? - spytał Łukasz, gdy już wyjeżdżaliśmy ze Swarzędza. 
- Niby jakim?
- Z Igą idioto. Jeśli przy niej zachowujesz się tak jak przy nas to się czegoś domyśli. Chyba, że łatwej ci przy niej udawać, a to niekoniecznie dobrze.
- Jak coś wymyślę to zobaczymy. - powiedziałem.
- Tylko, żebyś szybciej się nie zestarzał. 
- Zamknij się lepiej, dobra? 
Od tej pory droga mijała w ciszy. Chyba się pogubiłem. Faktycznie jakoś przy Idze łatwiej zachować mi pozory i udawać, że wszystko jest bez zmian. Może dlatego, że ona zachowuje się tak samo? 
Przecież traktuje mnie tylko i wyłącznie jak przyjaciela, a ja mam tak nagle podejść i powiedzieć "Wiesz Iga, bo ja już jakiś czas ukrywam, że cię kocham" ? Nie wiem czy ja byłbym w stanie to zrobić 


Wjechaliśmy do Poznania nadal nie odzywając się do siebie. Przejeżdżając zauważyłem znajomą postać. Szybko zatrzymałem auto. 
- Co ty robisz? - zdążył zapytać Teo zanim wysiadłem.
Podbiegłem do osoby, którą zauważyłem. 
- Stało się coś? - spytał "kolega", gdy zatrzymałem się przed nim.
- Co cię łączy z Igą? 
- Słucham? Przepraszam, ale czy my się znamy? 
- To mało istotne. Pytam, czy łączy cię coś z Igą? 
- Nie. Iga jest w kimś zakochana, ale na pewno nie we mnie.  A teraz przepraszam, ale spieszymy się z siostrą na pociąg. - ominął mnie i odszedł. 
Powoli wróciłem do samochodu. 
Iga jest w kimś zakochana
Znalazłem się z powrotem przed kierownicą. 
- Co ty bracie odpierdalasz? - spytał Łukasz - To był ten kolega Igi? 
- Tak. Musiałem mu zadać jedno pytanie. 
- Mogłeś go jeszcze pobić. - parsknął - I czego się dowiedziałeś? 
- Iga jest w kimś zakochana, ale nie w nim. - powtórzyłem. 
- No i świetnie. 
- Co świetnie? 
- Ty na prawdę jesteś takim idiotą czy udajesz? Jak myślisz... w kim zakochana jest Iga? Z kim spędza najwięcej czasu, o kogo się tak troszczy... i przez kogo wyjechała wtedy do babci? 
- Nie mówisz serio? 
- Ja ci chyba krzywdę za chwilę zrobię. Przecież widzę to od dawna. Żyć bez siebie nie możecie, a uciekacie od prawdy jakbyście zbrodnie popełnili. Wiesz co, ja tutaj wysiadam,a ty jedziesz do Igi i poważnie rozmawiacie. Na razie. - opuścił pojazd. 
Może i ma rację...


Iga

Wróciłam do domu. Czy dobrze zrobiłam, że powiedziałam Pawłowi, że jestem zakochana? A może powinnam spróbować z Pawłem i zapomnieć o uczuciu do Tomka?
Nie. Zrobiłam dobrze, tylko szkoda, że dalej nic z tym nie zrobię.
"Dziwnych masz znajomych" 
Odczytałam wiadomość od Pawła. 
"No wiem, że jesteś dziwny :P"
Odpisałam nie wiedząc o co chodzi. 
"Raczej nie myślę o sobie. 
Zaczepił mnie jakiś gościu i
 pytał co mnie z Tobą łączy" 

"Co? Kto to był?"

Z opisu Pawła wynikało, że był to Tomek. Co mu strzeliło do głowy? Nigdy się tak nie zachowywał...
A może faktycznie widział nas przedpołudniem i zrobił się zazdrosny.
Nie.. To odpada. (Szkoda)
Chciałam do niego zadzwonić, ale w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. 
No to mnie wyręczył.
- Musimy porozmawiać. - powiedział patrząc wzrokiem innym niż zwykle, nieco zagubionym, mniej pewnym siebie. 
- Też tak sądzę. - wpuściłam go do środka - Możesz mi powiedzieć, dlaczego zaczepiłeś Pawła? 
- Wiem, to było głupie. Ale jakoś nie wytrzymałem. To wszystko dla mnie za dużo ostatnio. Jeszcze jak rano was zobaczyłem to nie wiem co mnie bardziej zabolało, to że mnie okłamałaś, czy to, że widzę cię z jakiś chłopakiem. 
- Słucham? - trochę mnie zamurowało po tym co słyszałam.
- Możesz mnie wyśmiać, opieprzyć, wygonić stąd za chwilę, ale jak nie powiem tego teraz to nie zrobię tego pewnie nigdy. Iga kocham cię. - powiedział chwytając moją dłoń - Ale wiem, że ty jesteś już w kimś zakochana, więc nie będę robił sobie nadziei. 
Zatkało mnie tym bardziej. 
Czy ja właśnie usłyszałam, że Tomek mnie kocha? Nie wydaje mi się?
Tak, sama jestem zakochana w nim, ale nigdy nie liczyłam, że to się na prawdę wydarzy. 
- Przepraszam. Ja może już pójdę. - zaczął kierować się do wyjścia. 
- Nie! Stój! - zagrodziłam mu drogę - Ja też muszę ci coś powiedzieć. Faktycznie, jestem w kimś zakochana. Nawet bardzo. I nigdy nie myślałam, że mogę być z tą osobą. Starałam się uciec od tego, nawet mówiąc dosłownie uciec. Ale ten chłopak nie pozwolił mi o sobie zapomnieć. I na szczęście, bo nie mogłabym mu teraz powiedzieć, co czuję. Też cię kocham Tomeczku. - zaśmiałam się. 
Na jego twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Za chwilę uniósł mnie do góry i zaczął obracać się wokół własnej osi głośno się śmiejąc. 
- Kocham Cię. - powiedział nadal trzymając mnie nad ziemią. 
- Ja ciebie też. - objęłam dłońmi jego twarz i zbliżyłam się składając na ustach czuły pocałunek. 
___________________________________________________________
Ktoś czekał na to? 
Ania mówiłaś, że Tomasza już masz powoli dość ale na to mam pomysły :P
I Francesca - nie pozdrowiłam cię ostatnio to pozdrawiam teraz <3 

Mam nadzieję że wszystkim się spodoba :D