piątek, 20 listopada 2015

20.

23.12.2014 r.


Jak tu się nie nudzić dzień przed Wigilią? Nie da się.
Już prawie koniec roku, a tutaj tyle się wydarzyło. Na początku, ba nawet w połowie, nie powiedziałabym, że ja i Tomek będziemy szczęśliwą parą. Potem ta zdrada Marty, moje głupie zachowania. A przecież wydarzyło się jeszcze więcej. Odnowiłam kontakty z przyjaciółką, zyskałam dobrego kumpla. Żyć nie umierać?
Dobra Iga, kończ z pierdołami i bierz się za robotę. Trzeba pomóc mamie w kuchni, przynieść i ubrać choinkę. Tym bardziej, że w tym roku cała rodzina przyjeżdża do nas na święta.


- Mamo, mogę a chwilę cię zostawić z tym wszystkim? - spytałam od razu po odczytaniu sms'a od Tomka.
-Oczywiście, ale niech Tomek wejdzie do środka, a nie będziecie marznąć na zewnątrz.
- Skąd wiedziałaś?
- Jestem twoją matką. - zaśmiała się - To wystarczy.


Otworzyłam drzwi wejściowe. Tomasz czekał na schodach.
- No już myślałem, że nie wyjdziesz. - powiedział.
- Też się cieszę, że cię widzę. - uśmiechnęłam się.
- No tak, cześć kochanie. - pocałował mnie.
- Od razu lepiej. Chodź do środka na chwilę chociaż. - chwyciłam go za rękę i weszliśmy do domu.
- Dzień dobry!- krzyknął Kędziora wchodząc do środka.
- Cześć! - usłyszeliśmy odpowiedź mojej mamy.
- Macie już choinkę? - spytał - Bo w sumie to przyjechałem, żeby zostawić prezent.
- Nie, jeszcze nie.
- No i gdzie ja mam teraz to zostawić? - spytał pokazując średniej wielkości pudełeczko.
- Możesz mi dać. - wyszczerzyłam się.
- O nie, jutro jest Wigilia i masz do rączki dostać to dopiero jutro. Podam twojej mamie, niech gdzieś schowa. - wpadł na genialny pomysł.
- Dzieci, a może ubierzecie choinkę? - zaproponowała mama - Ja sobie tutaj dam radę,a Iga przynajmniej się do czegoś przysłuży.
- Ej! Przecież pomagam ci cały czas!
- Oczywiście córciu. - powiedziała, a Tomek zaczął się śmiać.
- Tylko, że ja powinienem być już w drodze. - stwierdził.
- Oj zdążysz jeszcze dojechać z trzy razy dzisiaj.



Jak powiedziała mama tak zrobiliśmy. Razem z Tomaszem udałam się do "rupieciarni" po choinkę i wszystkie ozdoby. Po wyznaczeniu odpowiedniego miejsca zaczęliśmy przystrajać drzewko.
- Muszą wisieć wszystkie bombki?  - spytał Kędziora przeglądając pudełka.
- Powieś to, co ci się podoba. - uśmiechnęłam się.


- Jestem z nas dumny. - stwierdził Tomek po zakończeniu "pracy".
- Ja też. Chociaż mogłabym mieś trochę mniej tych anielskich włosów... wszędzie.
- Eeee tam. Całkiem do twarzy ci. - zaśmiał się - Chyba trzeba uwiecznić to dzieło. - wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie - Będę miał dowód do wymówki, żeby w domu nie ubierać choinki.
- Tam ci się nie chce a ze mną się męczyłeś?
- Z tobą to ja mogę robić wszystko. - przytulił mnie i ucałował w czoło.
- Zapamiętam to. - uśmiechęłam się - Musisz już jechać?
- Musze.
- Kiedy wrócisz?
- Na twoje urodziny powiniem być.
- To dobrze.
- Puścisz mnie juz? - spytał uśmiechając się cały czas.
- Jeszcze chwile. - stałam cały czas przytulając go.
- Przecież wyjeżdżam tylko na te święta. Co zrobisz jak pojadę na zgrupowanie?
- Pojadę do babci, tam się mną zajmą.
- Hmm... Niech będzie. - powiedział chyba średnio zadowolony - Już?
- No dobra. - odsunęłam się od niego -Zadzwoń jak dojedziesz i pozdrów Pauline. - odprowadziłam Tomka do drzwi.
- Oczywiście. Do zobaczenia. - pocałował mnie na pożegnanie i wyszedł.
Powoli wróciłam do kuchni z zamiarem pomocy mamie.
- Jacy wy jesteście słodcy. - zaczęła od razu - Aż miło na was patrzeć.
- pokazała mi zdjęcie mnie i Tomasza przytulających się, a w tle stała ubrana przez nas choinka - Oj córciu mam nadzieje, że zostanie już tak  jesteście dla siebie idealni.
Uśmiechnęłam się tylko. Wzięłam telefon mamy i przestałam sobie fotografię. Chwilę później napisałam wiadomość do Kędziory do której załączyłam zdjęcie.
"Podobno miło się na nas patrzy ;) Milej podróży :D " 
_________________________________
Tak trochę straciłam pomysły, stąd ten dość duży przeskok w czasie. Mam nadzieje, że Wam to nie przeszkadza :)
Dziękuję za wszystkie komentarze <3 i przepraszam za wszystkie błędy ale nie mam już siły dzisiaj tego sprawdzać xd

sobota, 7 listopada 2015

19.

28.08.2014 r.


Wreszcie cały dzień, który możemy z Tomkiem sami. Czasem się zdarza...
Z samego rana Kędziora podjechał pod mój dom. Porozmawiał chwilę z moją mamą czekając aż się wyrobię i od razu mnie porwał. Wyłączyliśmy telefony i ruszyliśmy przed siebie.
Po ponad pół godzinie jazdy samochodem dotarliśmy nad jezioro. Mi osobiście bardzo dobrze znane, bo z rodziną przyjeżdżałam kiedyś tutaj bardzo często.
- Rozkładamy się na plaży, trawie, czy gdzieś bliżej lasku? - spytałam wychodząc z samochodu.
- Skąd takie dobre rozpoznanie terenu?
- Spędziłam tu trochę czasu to wiem. - uśmiechnęłam się.
- Kurdę, a ja myślałem, że znalazłem jakieś ciekawe nowe miejsce. - westchnął.
- Oj tam, ważne, że się starałeś. - ucałowałam go w polik.
I w końcu to ja wybrałam miejsce, gdzie rozłożyliśmy swoje rzeczy. Na trawie, ale tuż przy "spadku" na piasek.... w sumie tam, gdzie zawsze z rodzicami.

- Idziesz do wody? Póki jest mało ludzi. - zaproponował Tomasz.
- Nie idę, nie lubię.. Mogę się przejść po pomoście co najwyżej.
- To chodźmy. - wyciągnął dłoń w moim kierunku, którą od razu pochwyciłam.
Pomógł mi wstać i skierowaliśmy się na pomost. Raczej nie miałam obaw przed zostawieniem wszystkich rzeczy, bo jeszcze nikt mi tutaj niczego nie ukradł.
- Może nie jest tu wyjątkowo ładnie, ale cieszę się, że tu przyjechaliśmy. - powiedziałam.
- Ja też i mam nadzieję, ze będziemy tutaj mieć trochę spokoju.
- Raczej tak... Chyba, że moja ciotka z wnuczkami postanowi przyjść. - zaśmiałam się - W sumie to mam pewien pomysł, ale jeszcze tutaj trochę zostaniemy dobrze?
- Jak chcesz. - uśmiechnął się.

- Tomek... - szturchnęłam chłopaka leżącego na kocu obok mnie.
- Słucham cię Iguś.
- Idziemy na rowerek wodny? - spytałam - Prooooszę... - uśmiechnęłam się słodko.
- Chce ci się?
- Tak... Nudzi mnie leżenie już. Popływamy godzinkę na rowerkach i pojedziemy gdzieś dobrze? - właśnie ułożyłam sobie w głowie plan.
- Jak małe dziecko. Dlaczego ja się godzę? - spytał podnosząc się.
- Bo mnie baaardzo kochasz... tato. - dodałam ostanie słowo w odpowiedzi na nazwanie mnie dzieckiem.
Podeszliśmy do dziewczyny, która zajmowała się wszystkimi "łudkami". Wsiedliśmy do jednego z rowerków wodnych i odpłynęliśmy od pomostu.
- I tak będziemy przez godzinę pływać w kółko? - spytał.
- Jak ci się już sportowcu odechciało deptać to stoimy. - uśmiechnęłam się - Nad czym się tak zastanawiasz?
- Czy jak przesunę się trochę bardziej w twoją stronę to mocno się przechyli to cacko...
- Nawet nie próbuj... - powiedziałam - Wiesz, że nie umiem pływać i boję się wody.
- No tylko spróbuję. - zaczął powoli przesuwać się na drugą połowę rowerka, który zaczął się przechylać.
- Tomek nie! - krzyknęłam.
W tym samym momencie zabrzmiał gwizdek ratownika siedzącego na pomoście... Spojrzałam w tamtym kierunku. Tak, bez wątpienia patrzył na nas.
- Chyba mu podziękuję za uratowanie życia. - westchnęłam.
- Nic by się przecież nie stało. A może ja chciałem tylko cię przytulić?
- No już dobrze.


Nad jeziorem posiedzieliśmy do godziny 16. W między czasie udało mi się zadzwonić do mojej ciotki z małym pytaniem.
- Teraz będę pokazywać ci gdzie jedziemy. - powiedziałam, gdy wyjeżdżaliśmy z parkingu.
W sumie nie było to daleko. Na szczęście wuja był dzisiaj na działce i zostawił mi klucz.... w naszej skrytce.. ćśśś...
- Co ty na małego grilla? - spytałam idąc w stronę działki.
- Jeśli masz tutaj wszystko czego potrzeba.
- Nie wątp we mnie. - uśmiechnęłam się - Poczekaj chwilę. - powiedziałam i sama przeskoczyłam przez niewielki płocik. Podbiegłam do szklarni i szybko znalazłam kluczyk - Zapraszam. - otworzyłam uliczkę.
Podchodząc do domku Tomek zaczął się śmiać.
- O co ci chodzi?
- O to. - pokazał na ścianę domku.
No tak... Smerfy. Wuja, gdy tylko jego wnuczki zaczęły tutaj przyjeżdżać namalował na ścianie dla nich Papę Smerfa, Smerfetkę i Lalusia.
- Oj tam. To jest słodkie.
- No dobra. Muszę ci zrobić z nimi zdjęcie.
- Pod jednym warunkiem. Ja zrobię też tobie. - uśmiechnęłam się.
- Dobra... ale nikomu tego nie pokażemy. - stwierdził.
- Się zdziwisz jak pół drużyny to zobaczy.
- Mówiłaś coś?
- Nie. Wydawało ci się. - zaczęłam się oddalać od zbliżającego się powoli w moim kierunku Tomasza.
- No nie był bym tego taki pewien. - powiedział i zaczął mnie gonić po całej działce.
No jak dzieci. W pewnym momencie próbowałam wejść na jabłonkę, ale zanim w ogóle zaczęłam się wdrapywać Tomek mnie złapał.
- I co teraz zrobisz? - spytał.
- Teraz mam problem?
- No taki mały. Domagam się przeprosin. - powiedział niosąc mnie w kierunku stolika i krzesełek, które już zdążyliśmy rozłożyć przed domkiem.
- Przepraszam. - uśmiechnęłam się.
- Mało.
- Oj, no dobra. - cmoknęłam go w policzek.
- Jeszcze mało. - śmiał się.
- Uparty jesteś wiesz? - powiedziałam i pocałowałam go.
_________________________________________________________________
Nie wiem czy pisanie rozdziału rano to taki dobry pomysł. Ale to wy ocenicie :D


P.S. Od ostatniego rozdziału zaczęłam odpowiadać na komentarze... Żeby się bardziej zintegrować czy coś takiego xd

piątek, 23 października 2015

18.

24.08.2014 r.


Cieszę się, ze odnowiłam kontakty z Julką. Wreszcie mam jakąś przyjaciółkę i będzie ktoś oprócz mamy z kim będę mogła porozmawiać ja na babskie tematy.
A czeka nas jeszcze pół dnia razem...
- To, o której będziemy musiały się zbierać na pociąg? - spytałam podczas śniadania.
- Nie będziemy musiały. Akurat wuja wybiera się w odwiedziny do nas to mnie stąd zabierze.
- A to nawet lepiej. - uśmiechnęłam się.
Po śniadaniu, posprzątaniu, stwierdziłam, że musimy przejść się do sklepu. Na szczęście to całkiem blisko i dużo czasu nie zajęło. Nie chciało nam się nic za bardzo już później robić, więc zajęłyśmy się wylegiwaniem na tarasie.
- Miło masz tutaj, mimo że miasto, ale całkiem miło. - zaśmiała się Julka.
- No ale czasem trochę nudno.
- Zawsze tak jest, że tam gdzie mieszkamy wydaje nam się nudno.
- No tak, wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. - uśmiechnęłam się.
Słońce świeciło to leżało się idealnie. Chyba nie byłybyśmy sobą, gdyby nie znalazł się czas ba wygłupy... i bawet małą sesję.
Ale przyszedł w końcu czas, żeby szykować się do pożegnania z Julią.
- No to teraz ja przyjeżdżam na wieś? - zaśmiałam się.
- Na to wychodzi. Ja się ucieszę, twoja babcia się ucieszy, Paweł na pewno też. - powiedziała.
- Właśnie, co u Pawła?
- Chyba w porządku. Ostatnio się trochę tajemniczy zrobił, ale to może przez rozwód jego rodziców.
- Jego rodzice się rozwodzą?
- Ups, myślałam, że wiesz. Ale no jakoś sobie radzi. Niby jest dorosły, ale związany strasznie z rodziną.  - chciałam jeszcze o coś spytać, ale usłyszałyśmy klakson samochodu - O to pewnie wujek. To do zobaczenia.
- Pa. - przytuliłam ją na pożegnanie, po czym opuściła dom.

Sama chciałam zacząć sprzątać kuchnię, ale za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi... Ani chwili spokoju?
- A pan co tutaj robi? Myślałam, że w Kijowie jesteś. - wpuściłam Łukasza do środka.
- Przyleciałem tylko dzisiaj o parę rzeczy no to pomyślałem, że wpadnę. - uśmiechnął się - Bo potem to już niewiadomo kiedy.
- Jak mnie kiedyś zaprosisz to wpadnę. - zaśmiałam się.
- Oczywiście, możecie wpadać z Tomkiem kiedy macie czas.
- Nie boisz się przenosin? - spytałam.
- Nie mam czego chyba, a to jest całkiem dobra szansa dla mnie. Wszystko będzie dobrze.
- Kurcze i kto mnie będzie teraz ciągle wkurzał?
- Czy właśnie stwierdziłaś, że jestem wkurzający?
- Nie?
- Tak?
- Wydawało ci się. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie ładnie wiesz? Wiesz, że ja wiem, gdzie masz łaskotki?
- Wiesz, że jak się zbliżysz to naskarżę Tomkowi?
- Wiesz, że nic mi nie zrobi?
- Wiesz, że jesteś głupi?
- Wiesz, że prowadzimy bardzo inteligentną rozmowę?
- Wiesz, że wiem? - zaśmialiśmy się - Kiedy lecisz?
- Dzisiaj wieczorem i już nie wiem jak szybko wrócę. - westchnął - I chyba muszę się już zbierać... To do kiedyś.
- Do kiedyś. - przytuliłam go.
Łukasz zaczął powoli się kierować do drzwi.
- A przypomniałem sobie. Co to była za dziewczyna, na którą wpadłem przed twoim domem? Wychodziła od ciebie.
- Julka, moja przyjaciółka, a co? - spytałam.
- A nic tak tylko pytam. Paa.- opuścił dom.
No tym razem mam nadzieję,że spokojnie posprzątam.


Posprzątałam kuchnię i... w sumie to nie robiłam nic. Tata przyjedzie i będzie się czepiał ale ćśśś... Do jedzenia wysmaczyłam sobie coś szybkiego i zalegałam przed telewizorem.
Jakiś czas przed meczem wysłałam tylko Tomkowi sms'a "Powodzenia".
Postanowiłam napisać też do Pawła. Nie dowiedziałam się w sumie nic ciekawego oprócz informacji, że mam się nie martwić i radzi sobie bardzo dobrze. Jak chce być tajemniczy to niech będzie.
Tata wrócił w końcu do domu, tylko zjadł coś i usiadł obok mnie w oczekiwaniu na mecz.
_________________________________________________________
Nudy co nie?
Przepraszam, ale teraz chciałam napisać po prostu cokolwiek... Sama nie jestem przekonana, ale przynajmniej jest.

sobota, 10 października 2015

17.

22.08.2014 r.


Jedn herbatka, druga herbatka, trzecia.... Mówiłam coś, że kocham herbatę?
- Wiesz, chyba nie przywiozłem cię tutaj, żebyś pozbawiła mnie całego zapasu herbaty. - zaśmiał się Tomek widząc, że wracam z kolejnym kubkiem - I do tego lato jest.
- No i co z tego? Jak ci to nie pasuje to mogę już iść. Co ty na to?
- O nie ma mowy. - czym prędzej znalazł się przy mnie - Ja cię nie mam zamiaru wypuścić dzisiaj.
- Uważaj na herbatę. - powiedziałam zachowując powagę.
- Na prawdę przejmujesz się teraz herbatą? - spytał.
- No tak, bo jest gorąca a jak za chwilę przez przypadek wyleje, to któreś z nas się poparzy. - wyszczerzyłam się.
Tomek zaczął się śmiać.
- Kocham Cię, wiesz?
- Gdzieś już to słyszałam chyba. - odłożyłam kubek na znajdujący się nieopodal stolik - Też cię kocham. - oparłam ręce na jego ramionach i spojrzałam prosto w oczy.
- Cieszę się, że cie mam. - przyciągnął mnie bliżej siebie - Bardzo się cieszę.
- Bardzo?
- Bardzo. - pocałował mnie - Bardzo bardzo. - składał moich ustach kolejne pocałunki.


Przebudziłam się nagle po jakimś dziwnym śnie, którego i tak od razu zapomniałam. Zegar wskazywał godzinę 2:32. No to jest zdecydowanie za wcześnie, żeby się przebudzać.
Postanowiłam przejść się czegoś napić. Delikatnie wyswobodziłam się z objęć Tomka, aby go nie obudzić i podreptałam do kuchni. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w coś po drodze nie uderzyła. Tak bardzo uwielbiam chodzić po ciemku...
Wyciągnęłam z szafki szklankę i nalałam sobie wody. Z na pół napełnioną szklanką wróciłam do pokoju. Oczywiście znowu nie zmieściłam się w drzwiach... Ałć?
Odstawiłam szklankę na komodę i położyłam się z powrotem do łóżka.
- Dlaczego nie śpisz? - usłyszałam szept Tomka.
- Chyba mi się coś złego musiało przyśnić.
- Nie pamiętasz?
- Może i na szczęście, że nie. - zaśmiałam się cicho.
- Może i tak. Ale już śpij dalej. - przysunął się do mnie bliżej i szczelnie objął.


23.08.2014 r.

Obudziłam się rano i od razu zorientowałam się, że Tomka nie ma obok mnie. Wstałam i pierwsze kroki skierowałam do salonu. Na stoliku stał talerzyk z kanapkami, a obok leżała mała karteczka.
"Dzisiaj było mnie stać tylko na kanapki. Jestem na treningu. Do zobaczenia później. Kocham Cię" odczytałam. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
Powoli zjadłam kanapki i ogarnęłam pozostawiony w lekkim nieładzie salonik.
Postanowiłam wrócić do domu, tym bardziej, że zadzwoniła do mnie Julia przypominając, że dzisiaj przyjeżdża! Zupełnie zapomniałam.
Jak najszybciej znalazłam się w domu. Zamieniłam kilka zdań z tatą, ogarnęłam się przebrałam i pojechałam na dworzec. Julka czekała już przy wejściu.
- Przepraszam, że musiałaś czekać, ale chyba mam sklerozę. - powiedziałam witając się z nią.
- Przecież nic się nie stało. Każdemu się zdarza. - uśmiechnęła się - Ważne, że możemy się zobaczyć.
- Też prawda. W ogóle masz zostać do jutra a masz przy sobie tylko torebkę?
- Bo wszystko co potrzebuję tutaj zmieściłam. - zaśmiała się - Trzeba sobie jakoś dawać radę.
- Okej. To jedźmy najpierw do domu, zostawimy tam co niepotrzebne i potem wykombinujemy co dalej. - postanowiłam.


Kompletnie nie miałam pomysłów co możemy z Julią robić, więc skupiłyśmy się na spacerowaniu tam gdzie nas same nogi poniosą i gadaniu. Przeszłyśmy chyba pół miasta jak nie więcej. Wracając do domu musiałam odebrać telefon.
- Tak?
- No hej Iguś. Jest u ciebie ta Julia? - Tomek.
- No tak, właśnie wracamy ze spaceru.
- Kurde, bo myślałem, że się zobaczymy jeszcze przed wyjazdem do Chorzowa. 
- Jak chcesz to przyjedź, poznasz Julkę. - zaproponowałam.
- Nie, nie będę wam przeszkadzał. Możesz pozdrowić koleżankę. Bawcie się dobrze. - zakończył połączenie.
Schowałam telefon z powrotem do torebki.
- Masz pozdrowienia od Tomka. - powiedziałam,
- Dziękuję, następnym razem możesz go pozdrowić ode mnie. - uśmiechnęła się - Jak ja ci zazdroszczę, że jesteś szczęśliwa.
- Ale przecież ty też jesteś z  Adrianem. - co prawda nie poznałam go wtedy na ognisku u Julii bo był na wakacjach z rodziną ale wiedziałam, że są razem.
- No raczej byłam. Ale możemy o tym nie rozmawiać?
- Dobrze. Jak chcesz. Pamiętaj tylko, że jesteś wspaniała, a Adrian to idiota i jeszcze znajdziesz kogoś wartego siebie. - przytuliłam ją zanim się rozpłakała.
_____________________________________________________________
Tak bardzo spać, ale stwierdziłam, że muszę napisać ten rozdział.
Może wam się spodoba.
Julka zostanie w tym opowiadaniu chyba na dłużej... tak myślę :D

Pozdrawiam <3

czwartek, 1 października 2015

16.

22.08.2014 r.


I wszystko układa się tak jak chyba powinno. Od tamtego wyjątkowego dnia ja i Tomek jesteśmy razem. Ciekawe, że reakcja wszystkich, którzy się o tym dowiadywali była zawsze taka sama... "Nareszcie". No może to prawda.


-Iga! Ja już jadę! - usłyszałam mamę.
Szybko zbiegłam na korytarzyk.
- Kiedy wracasz? - spytałam.
- Prawdopodobnie za tydzień, ale może udać się wcześniej. A tata wraca dzisiaj.- uprzedziła mnie.
- Dobra, to przygotuję jednak coś na kolację. - uśmiechnęłam się.
- To do zobaczenia. - wzięła walizkę i opuściła dom.
Już dawno nie było tak, że rodzice mijali się wyjeżdżając w delegację. A może ogólnie dawno nie wyjeżdżali?
Nie ważne...
Nie zdążyłam nawet usiąść wygodnie na kanapie, a już usłyszałam, że otwierają się drzwi.
- Czego nie wzięłaś?! - krzyknęłam śmiejąc się. Byłam pewna, że to mama.
Wzięłam pilota i zaczęłam 'skakać' po kanałach w tv.
- Ja mam chyba wszystko ze sobą. - usłyszałam za sobą Tomasza.
- Chcesz żebym zawału dostała? - nie spodziewałam się, no to się wystraszyłam.
- Oj przepraszam. - wskoczył obok mnie na kanapę - Ale żyjesz. - zaśmiał się.
- Pff.
- No przepraszam. - przytulił mnie i cmoknął w skroń- Nie chciałem. Już dobrze?
- Nie waż się ruszyć to będzie dobrze. - zaśmiałam się wtulając się bardziej w Tomka.
- Okej, mi też to pasuje.


I tak zleciało w sumie całe popołudnie. Na oglądaniu telewizji, śmianiu się, wygłupianiu. Uwielbiam to.
Wszystko przerwał telefon Tomasza, który zaczął nagle dzwonić. Zauważyłam, że to Teo. Właśnie...
miała przecież o niego pytać.
Podczas rozmowy Tomek wstał i zaczął chodzić w kółko po salonie. Nie do końca wiem czy był zadowolony z rozmowy. Ale na koniec zgodził się z jakąś decyzją.
No to ja już wszystko wiem.
- Łukasz odchodzi? - spytałam wprost - Wiem, że poleciał dzisiaj do Kijowa. I obydwoje zachowujecie się ostatni dziwnie, nie mówicie o wszystkim.
- No poleciał dzisiaj negocjować. Sam nie jest pewien jeszcze. Jak go przekonają to przechodzi do Dynama.
- No i trzeba było z tego taką tajemnicę robić? Muszę się wszystkiego sama dowiadywać.
- Ale co mieliśmy mówić, jak to nic pewnego było.
- Dobra, dobra. Skończmy ten temat. - stwierdziłam.
Spojrzałam na zegarek. Chyba niedługo tata wróci, a ja zapomniałam zrobić kolację. Czyli trzeba się zabrać do pracy.
Wstałam z kanapy i poszłam prosto do kuchni.
- Co robisz? - zawołał Kędziora.
- Kolację muszę tacie przygotować.
- Pomóc ci?
- Nie. Siedź sobie. - odpowiedziałam.
Analizując zawartość lodówki szybko wymyśliłam co łatwego przygotować.
Mam nadzieję, że dzisiaj sałatka tacie wystarczy. Na patelkę wrzuciłam pokojoną pierś z kurczaka i zajęłam się przygotowaniem warzyw.
- Wiesz, że trochę przeszkadzasz? - spytałam, gdy poczułam jak Tomek przytula mnie.
- Nie kazałaś sobie pomoć to trochę poprzeszkadzam. - zaśmiał się.
- To może pilnuj, żeby kurczak mi się nie spalił co?
- Jak muszę...
Pokroiłam pomodorki, cebulkę, ser feta i porwalam sałatę. W tym czasie kurczak był już gotowy i można było kończyć sałatkę powoli...


Wieczorem zdążyłam powitać się tylko z tatą, bo Tomek stwierdził, że jedziemy do niego. Zero dyskusji.
- No to co proszę pana robimy? - spytałam, gdy dotarliśmy na miejsce.
- Nie wiem.
- To po co mnie tu przywiozłeś?
- Hmm.... bo mi smutno samemu?
- No powiedzmy, że ci wierzę. - cmoknęłam go w polik po czym poszłam do kuchni zrobić sobię herbatę.
_____________________________________________________________
Chyba mam mały dołek xd ale coś się udało napisać :D

poniedziałek, 21 września 2015

15.

28.07.2014 r

Tomasz


- To co zamierzasz zrobić z tym fantem? - spytał Łukasz, gdy już wyjeżdżaliśmy ze Swarzędza. 
- Niby jakim?
- Z Igą idioto. Jeśli przy niej zachowujesz się tak jak przy nas to się czegoś domyśli. Chyba, że łatwej ci przy niej udawać, a to niekoniecznie dobrze.
- Jak coś wymyślę to zobaczymy. - powiedziałem.
- Tylko, żebyś szybciej się nie zestarzał. 
- Zamknij się lepiej, dobra? 
Od tej pory droga mijała w ciszy. Chyba się pogubiłem. Faktycznie jakoś przy Idze łatwiej zachować mi pozory i udawać, że wszystko jest bez zmian. Może dlatego, że ona zachowuje się tak samo? 
Przecież traktuje mnie tylko i wyłącznie jak przyjaciela, a ja mam tak nagle podejść i powiedzieć "Wiesz Iga, bo ja już jakiś czas ukrywam, że cię kocham" ? Nie wiem czy ja byłbym w stanie to zrobić 


Wjechaliśmy do Poznania nadal nie odzywając się do siebie. Przejeżdżając zauważyłem znajomą postać. Szybko zatrzymałem auto. 
- Co ty robisz? - zdążył zapytać Teo zanim wysiadłem.
Podbiegłem do osoby, którą zauważyłem. 
- Stało się coś? - spytał "kolega", gdy zatrzymałem się przed nim.
- Co cię łączy z Igą? 
- Słucham? Przepraszam, ale czy my się znamy? 
- To mało istotne. Pytam, czy łączy cię coś z Igą? 
- Nie. Iga jest w kimś zakochana, ale na pewno nie we mnie.  A teraz przepraszam, ale spieszymy się z siostrą na pociąg. - ominął mnie i odszedł. 
Powoli wróciłem do samochodu. 
Iga jest w kimś zakochana
Znalazłem się z powrotem przed kierownicą. 
- Co ty bracie odpierdalasz? - spytał Łukasz - To był ten kolega Igi? 
- Tak. Musiałem mu zadać jedno pytanie. 
- Mogłeś go jeszcze pobić. - parsknął - I czego się dowiedziałeś? 
- Iga jest w kimś zakochana, ale nie w nim. - powtórzyłem. 
- No i świetnie. 
- Co świetnie? 
- Ty na prawdę jesteś takim idiotą czy udajesz? Jak myślisz... w kim zakochana jest Iga? Z kim spędza najwięcej czasu, o kogo się tak troszczy... i przez kogo wyjechała wtedy do babci? 
- Nie mówisz serio? 
- Ja ci chyba krzywdę za chwilę zrobię. Przecież widzę to od dawna. Żyć bez siebie nie możecie, a uciekacie od prawdy jakbyście zbrodnie popełnili. Wiesz co, ja tutaj wysiadam,a ty jedziesz do Igi i poważnie rozmawiacie. Na razie. - opuścił pojazd. 
Może i ma rację...


Iga

Wróciłam do domu. Czy dobrze zrobiłam, że powiedziałam Pawłowi, że jestem zakochana? A może powinnam spróbować z Pawłem i zapomnieć o uczuciu do Tomka?
Nie. Zrobiłam dobrze, tylko szkoda, że dalej nic z tym nie zrobię.
"Dziwnych masz znajomych" 
Odczytałam wiadomość od Pawła. 
"No wiem, że jesteś dziwny :P"
Odpisałam nie wiedząc o co chodzi. 
"Raczej nie myślę o sobie. 
Zaczepił mnie jakiś gościu i
 pytał co mnie z Tobą łączy" 

"Co? Kto to był?"

Z opisu Pawła wynikało, że był to Tomek. Co mu strzeliło do głowy? Nigdy się tak nie zachowywał...
A może faktycznie widział nas przedpołudniem i zrobił się zazdrosny.
Nie.. To odpada. (Szkoda)
Chciałam do niego zadzwonić, ale w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. 
No to mnie wyręczył.
- Musimy porozmawiać. - powiedział patrząc wzrokiem innym niż zwykle, nieco zagubionym, mniej pewnym siebie. 
- Też tak sądzę. - wpuściłam go do środka - Możesz mi powiedzieć, dlaczego zaczepiłeś Pawła? 
- Wiem, to było głupie. Ale jakoś nie wytrzymałem. To wszystko dla mnie za dużo ostatnio. Jeszcze jak rano was zobaczyłem to nie wiem co mnie bardziej zabolało, to że mnie okłamałaś, czy to, że widzę cię z jakiś chłopakiem. 
- Słucham? - trochę mnie zamurowało po tym co słyszałam.
- Możesz mnie wyśmiać, opieprzyć, wygonić stąd za chwilę, ale jak nie powiem tego teraz to nie zrobię tego pewnie nigdy. Iga kocham cię. - powiedział chwytając moją dłoń - Ale wiem, że ty jesteś już w kimś zakochana, więc nie będę robił sobie nadziei. 
Zatkało mnie tym bardziej. 
Czy ja właśnie usłyszałam, że Tomek mnie kocha? Nie wydaje mi się?
Tak, sama jestem zakochana w nim, ale nigdy nie liczyłam, że to się na prawdę wydarzy. 
- Przepraszam. Ja może już pójdę. - zaczął kierować się do wyjścia. 
- Nie! Stój! - zagrodziłam mu drogę - Ja też muszę ci coś powiedzieć. Faktycznie, jestem w kimś zakochana. Nawet bardzo. I nigdy nie myślałam, że mogę być z tą osobą. Starałam się uciec od tego, nawet mówiąc dosłownie uciec. Ale ten chłopak nie pozwolił mi o sobie zapomnieć. I na szczęście, bo nie mogłabym mu teraz powiedzieć, co czuję. Też cię kocham Tomeczku. - zaśmiałam się. 
Na jego twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Za chwilę uniósł mnie do góry i zaczął obracać się wokół własnej osi głośno się śmiejąc. 
- Kocham Cię. - powiedział nadal trzymając mnie nad ziemią. 
- Ja ciebie też. - objęłam dłońmi jego twarz i zbliżyłam się składając na ustach czuły pocałunek. 
___________________________________________________________
Ktoś czekał na to? 
Ania mówiłaś, że Tomasza już masz powoli dość ale na to mam pomysły :P
I Francesca - nie pozdrowiłam cię ostatnio to pozdrawiam teraz <3 

Mam nadzieję że wszystkim się spodoba :D 

poniedziałek, 14 września 2015

14.

28.07.2014 r.


Dziwnie się czułam siedząc na dworcu i czekając na Pawła. Sama nie wiem dlaczego. Jeszcze godzinę temu cieszyłam się z jego przyjazdu, a teraz zaczęłam się stresować.
20 minut opóźnienia... fajnie.
Usiadłam na ławce na peronie. Akurat, gdy sięgnęłam po telefon, żeby sprawdzić godzinę zadzwonił Tomek.
- No witam pana. - odebrałam.
- Cześć. Mam dla ciebie małą propozycję. - zaczął.
- Na dzisiaj? 
- Tak na dzisiaj. Jedziemy do Dawida, posiedzimy trochę nad jeziorem, odpoczniemy, skombinuje się grilla. Co ty na to? 
- Nie mogę dzisiaj. Źle się czuję i wolałabym trochę poleżeć w domu.
- To może przyjechać do ciebie? 
- Nie, nie. Skoro już się umówiłeś to jedź. Nie potrzebuje jeszcze opieki. 
- No dobra. Trzymaj się Iguś. 
- Dzięki. Bawcie się dobrze.
 Rozłączył się.
No to sobie grabię. Po cholerę kłamię?!
Idiotka...
Marta go okłamywał, ja zaczynam robić tak samo. Trzeba było powiedzieć prawdę. Zrozumiałby, prawda?
Nie zastanawiałam się nad tym dłużej, ponieważ na peronie zatrzymał się pociąg, którym miał dotrzeć tutaj Paweł. Rozglądałam się wszędzie, próbując go znaleźć, jednak sam znalazł mnie szybciej.
- Witam panią. - usłyszałam za sobą.
- No hej. - obróciłam się uśmiechając - Już mi się tutaj nudziło trochę. - zaśmiałam się.
- To co, nie będziemy tutaj chyba tak stać?
- Jasne, że nie. Tylko z tego co mówiłeś masz tutaj coś do załatwienia.
- Tak, ale moja siostra przylatuje dopiero wieczorem, więc mamy dużo czasu. - uśmiechnął się.
- No dobra, to chodźmy.
Zdałam sobie sprawę, że kompletnie nie wiem co mamy robić.


Łukasz 

Myślałem, że ten wyjazd będzie dobrym pomysłem. Chyba nie przewidziałem, że jeden z nas może być w gorszym nastroju. Tomek niby starał się zachowywać normalnie, ale co jakiś czas, a nawet często, dało się zauważyć, ze coś jest nie tak. 
- Dobra, ja dłużej nie wytrzymam.  - odezwałem się - Skoro już masz siedzieć taki zgnębiony to powiedz co cię gryzie. 
- Mnie? - odezwał się Kędziora.
- No ciebie, bo chyba nie świętego Antoniego. Nawet ja to widzę. - włączył się Dawid. 
- Nic się nie stało. Wydaje się wam. - machnął ręką. 
- Nic. Ale czy nikt? - spytałem. 
I chyba trafiłem w sedno.
- Nie ważne. - powiedział twardo. 
- No mów. Może będziemy wiedzieli jak ci pomóc. Nie odpuścimy ci tak łatwo. - stwierdził Dawid. 
- Pamiętasz chłopaka, którego widzieliśmy z Igą u jej babci? - zwrócił się do mnie Tomek. 
- No pamiętam. - pomyślałem chwile - I co? 
- Widziałem ich dzisiaj razem. 
- No i cała afera o to? - spytał Dawid - Z tego co wiem Iga jest wola i sobie może spotykać się z kim chce...
- Bardziej chodzi mi o to, że mnie okłamała. Dzwoniłem rano czy nie przejechałaby się tutaj ze mną to stwierdziła, że jest chora. A teraz bawi się z jakimś typem. - powiedział - I z czego się śmiejesz? - spytał Dawida.
- Śmieję się z ciebie. Kolego jesteś po prostu zazdrosny. 
- Nie jestem zazdrosny o Igę! Wydawało mi się po prostu, że jako przyjaciele nie powinniśmy się okłamywać. 
- Dawid ma rację. - powiedziałem - I ukrywasz to od dawna. Dlaczego nie przyznasz się chociaż przed sobą, że coś czujesz do Igi? A najlepiej nie porozmawiasz z nią o tym? 
- Po co mam z nią rozmawiać? Żeby mnie wyśmiała. Widzę, ze traktuje mnie jak przyjaciela i niech tak zostanie. 
I weź przemów idiocie do rozsądku. 

Iga 

Obiad w Maku. To było jedyne co mogłam wymyślić do jedzenia. Sama nic nie zrobię a tam w miarę tanio, wiadomo. Jednak nie zostało dużo czasu do pożegnania z Pawłem. 
Początkowo nie miałam pomysłu co możemy robić, ale w końcu udało się coś zaplanować. Trochę spaceru po rynku, trochę siedzenia nad Maltą potem nad Wartą. Jakoś to poszło.
Mam tylko wrażenie, że widziałam gdzieś samochód Tomka przejeżdżający obok nas. Oby tylko mi się zdawało.  
Cały czas starałam się trzymać Pawła na dystans choć ten próbował się do mnie zbliżyć. Za każdym razem udało mi się jednak wybrnąć. 
- A co właściwie u Julki? - spytałam. 
- W porządku. Miała przyjechać ze mną, ale niestety musiała zmienić plan. Ale pozdrawia i obiecuje, ze niedługo wpadnie. 
- Też ją pozdrów jak się spotkacie. 
- Jasne. 
Odprowadzałam Pawła na przystanek, skąd miał dojechać na Ławice gdzie za półtorej godziny miała wylądować jego siostra. 
- To co, do zobaczenia? - spytałam. 
- Mam nadzieję, ze jak najszybciej. - uśmiechnął się i zaczął się znów niebezpiecznie zbliżać. 
- Nie Paweł, ja nie mogę. - zastopowałam go.
- Coś nie tak?
- Nie zrozum mnie źle, jesteś świetnym chłopakiem, ale z tego nic nie będzie. Możemy być w relacji koleżeńskiej, może kiedyś przyjacielskiej, ale nic więcej. 
- Dobrze. Przepraszam. Co ja sobie myślałem....
- Nie, to moja wina. Mogłam od początku ci powiedzieć. 
- Masz kogoś? 
- T.. znaczy nie. 
- Ale jesteś zakochana? 
- Tak. - przyznałam - Ale to dziwna sprawa. 
- Dobrze. Byle byś była szczęśliwa. - uśmiechnął się - Dobrze, autobus jedzie. To pa. 
- Cześć. - przytuliłam go na pożegnanie.  
_____________________________________________________________
Coś z Pawłem. Coś z Tomaszem. Bez mordobicia, którego ktoś się domagał.